Archiwa kategorii: Tatry

Ten, w którym brak mi słów

Zamknij oczy. Weź dobre piwo lub wino (czy co tam pijasz) i zastanów się chwilę: gdybyś mogła (mógł) spędzić dzień nad dniami, to jak by on wyglądał? Co można by w takim dniu zobaczyć, poczuć i jakie emocje zebrać? Masz już?

W nocy spadł świeży śnieg, miejscami było go po kolana. Dodaj do tego błękitne niebo utkane tu czy tam drobnymi, zawieszonymi hen wysoko chmurami. Wiesz jak wtedy wyglądają Tatry? To najpiękniejsze miejsce na ziemi. Można podziwiać różne widoki, uwielbiać różne krajobrazy, ale moim miejscem są Tatry.

Kościelec ze swoim stożkowatym szczytem, monumentalna Świnica, wcinająca się ostro pomiędzy szczyty Kozia Przełęcz – doskonale znane mi miejsca nabrały tego dnia niesamowitego uroku. Najpierw zatrzymaliśmy się na Gęsiej Szyi. Panorama powalająca na kolana. Łapałem się na tym, że stoję z otwartymi ustami, bo zapominam o bożym świecie. Do Murowańca doleciałem całkiem szybko, ale zamiast schować się w ciepłym budynku, poszedłem za niego. Stanąłem w świeżym śniegu, odwróciłem się w stronę gór i… nie mogłem się powstrzymać. Stałem tam i łzy leciały mi po policzkach. Zauroczony nie wiedziałem gdzie spojrzeć, nie byłem w stanie nic powiedzieć. Kręciłem się w kółko chłonąc tę niesamowitość wszystkimi zmysłami. Mroźne górskie powietrze ma swój zapach, ma swoje oddziaływanie na skórę twarzy i wszystko to odczuwałem ze zwielokrotnioną siłą.

Zupełnie zapomniałem, że ruszałem w trasę z bolącym kolanem. Ból? Istnieje tylko szczęście, tylko ta chwila, ten widok i ja. Miałem ochotę skakać z radości. Znać takie miejsce, kochać je i doceniać. Żyć takimi chwilami – to jest to.

Naćpany endorfinami i widokami wypiłem herbatę i mocną grupą polecieliśmy na Kasprowy. Oczywiście „polecieliśmy” to wielkie słowo, bo miejscami trzeba było torować w półmetrowym śniegu, co pod górę nie było proste. A po drodze – znów chwile wzruszenia i łzy w oczach. O matulu, co za widoki. Doskonale przeźroczyste powietrze sprawiało, że obraz był wyraźny jak nigdy. Na samym Kasprowym kolejne widoki, znów zachwyt, zapatrzenie w dal i poczucie, że nie potrafię pojąć tego piękna.

Droga w dół znów z postojami. Próba zrobienia zdjęcia komórką, to próba złapania czegoś nieuchwytnego. To trzeba zobaczyć i poczuć. Odpuściłem mocny trening zbiegów na rzecz truchtu i podziwiania widoków. Opuszczając Halę Gąsiennicową kilkanaście razy obracałem się, by jeszcze jeden ostatni raz spojrzeć. I potem kolejny ostatni raz i ostatni…

fot: 1-3 Olek / ObozyBiegowe.pl; 4-5 ja