Archiwa kategorii: Wielki Wyścig

Ten, w którym faceci chodzą w damskich kurtkach

Wszystko już wiadomo. Dogrywka Wielkiego Wyścigu dla Bartka dobiegła końca. Razem z pierwszą częścią wpłaciliśmy na konto Bartka 2779,63 zł. Tak naprawdę to tych pieniędzy było więcej, bo wiem, że niektórzy wpłacali, a nie chcieli się bawić w kąkórsy. Takich też lubimy!:) Najważniejsze, by pieniądze trafiały na konto Bartka.

A gdyby ktoś jeszcze chciał Go wspomóc (przypominam o co chodzi: kliku-kliku) to nadal można. Pieniądze na leki są potrzebne cały czas, pamiętajcie, że liczy się każda złotówka.
Fundacja Pomocy Dzieciom z Chorobami Nowotworowymi w Poznaniu
ul. Engestroma 22/6, 60-571 Poznań
numer konta: 72 1240 3220 1111 0000 3528 6598
z dopiskiem: Bartosz Pudliszewski
Wpłacili kilka złociszy? No to czytamy dalej.
No więc tak. Ten-tego-tamtego. Szanowne żiry w składzie Bo, Wybiegany i ja dokonało kolejnego losowania i wylosowało trzy przepiękne damskie kurtki biegowe, które Wybiegany wydębił od firmy Bortex Sport (no dobra, firma sama zaproponowała, tacy są fajni, naprawdę!:)) Są to kurtki NEWLINE IMOTION RUFFLE JKT, o takie (kliku-kliku).

O, takie ładne kurtałki można było wygrać!:)

No i teraz kumajcie to. Trzy damskie kurtki do biegania, a dwie z nich wylosowali… faceci! Świat płata czasem figle;) Tak więc właśnie, o czym ja to. A, kurtki! Żeby nie przedłużać.
rozmiar S – Darek Kociemba
rozmiar M – Jadwiga Grzesik
rozmiar L – Przemek Walter
Ze zwycięzcami skontaktujemy się drogą mailową, dziękujemy wszystkim bardzo za udział w akcji. Mamy nadzieję, że przy kolejnej okazji też będziecie tak hojnie pomagać, bo pomaganie jest fajne:) Jak już niektórzy wiedzą, w przyszłym roku Wielki Wyścig będzie miał wymiar górski – taki jest plan:) No i zapewne znów będą kąkórsy, znów będzie zabawa i znów będziemy chcieli zmotywować Was do pomagania, bo nam się to cholernie spodobało:)

A tymczasem przypominam, że już wkrótce rusza wyzwanie pąpkowe. Na razie zachęcam do treningów we własnym zakresie, rozgrzania się i poznania swoich możliwości. Zróbcie sobie test: rozgrzewka, a potem pompki na maksa bez przerwy  ta liczba Wam się przyda. Od wtorku cały internet będzie trzaskał pąpki (pompki są dla lamerów!) jak szalony, we wtorek rano dowiecie się jak i po co:) Będzie rywalizacja, będzie walka, będzie zabawa! Zapraszam też do dołączania do naszej pąpującej drużyny: kliku-kliku.

A dorobiła się już ona w pełni profesjonalnego logo – ostateczna wersja zyskała trochę różu:)

Ten, w którym jedno się kończy, a drugie się zaczyna (UPDATE)

No i nie udało się. Mimo masy „słupów” podstawionych do losowania i złamania kodu Endomondo, nie udało się nam (organizatorom) zgarnąć ani jednej nagrody w charytatywnym Wielkim Wyścigu dla Bartka… Wszystkie trafiły to osób, które uczciwie na nie zapracowały wpłacając pieniądze na konto Bartka Pudliszewskiego i biegając kilometry. A trochę tego było, bo łącznie uczestnicy rywalizacji dla Bartka przebeigli 17588 km, spalając przy tym ponad milion kalorii. Razem pokonaliśmy 416 maratonów!:)

Zanim zacznę nagrodową wyliczankę przypomnę jeszcze tylko, że w akcji zebraliśmy łącznie 2209,70 zł, ALE CZAD! Nie spodziewaliśmy się takiego odzewu z Waszej strony, jest nam niezmiernie miło, że zdecydowaliście się pomóc:) Bartek, dzielny czterolatek walczący z guzem pnia mózgu, któremu pomagamy, na pewno przesłałby Wam szczery dziecięcy uśmiech.

No dobra, żeby nie zanudzać. A oto i listę tych, którzy wygrali w Wielkim Wyścigu dla Bartka, który miałem przyjemność organizować z Bo i Wybieganym.

NAGRODY W WIELKIM WYŚCIGU DLA BARTKA

Spersonalizowana koszulka techniczna od Xtri -> Gosia Rzymska!
Audiobook „Trzy mądre małpy” z dedykacją Łukasza Grassa -> Damian Orzechowski!
Wizyta w rowerowym SPA -> Leszek Deska!
Brat bliźniak Pimpusia -> Marian Gawlikowski!
Jedyny na świecie bidon na makaron -> Joanna Walter!
I… uwaga, uwaga. Nagroda główna, czyli kosmiczna patelnia wędruje do… Michała Hadama!


UWAGA, UWAGA!
Okazało się, że Damian ma już audiobooka i poprosił o ponowne go rozlosowanie.
W takim razie Damian dostanie nagrodę niespodziankę
ufundowaną przez Bikeservice, Profesjonalny Serwis Rowerowy
,
a audiobooka wylosował… Darek Kociemba! Gratulujemy!:-)

Wszystkim nagrodzonym gratulujemy i bardzo prosimy o kontakt na run.bo.blog@gmail.com i krasus.biecdalej@gmail.com. Ustalimy kwestię przekazania bądź wysyłki.

Ale wiecie co? To nie koniec:) Tak jest, TO NIE KONIEC! Wielki Wyścig dla Bartka cieszył się zainteresowaniem nie tylko uczestników, ale i sponsorów:) Już w trakcie jego trwania otrzymaliśmy (tzn., Wybiegany to załatwił:)) Od firmy Bortex Sport trzy damskie kurtki do biegania! Są to kurtki NEWLINE IMOTION RUFFLE JKT, o takie (kliku-kliku).

Jest to cienka wiatrówka z lekkiego materiału, która ochroni przed wiatrem i deszczem z dodatkowymi panelami wentylacyjnymi rozprowadzającymi ciepło. Kurtka ma ściągacze na rękawach, kołnierzu i na dole, dzięki czemu łatwo ją dopasować. Ma damski krój i oczywiście modny wygląd, a nie od dziś wiadomo, że biegowy stajl jest nie mniej ważny niż życiówka na 10 km! W takiej kurteczce możecie dumnie przetruchtać zimne dni:) Kurtka ma trzy kieszenie na zamek i elementy odblaskowe poprawiające bezpieczeństwo podczas wieczornego biegania. Na kolorach się nie znam, ale wyglądają tak:

Ładna kurteczka, nie?:)

Co zrobić, by je dostać? Forma pierwszego WWdB się sprawdziła, więc nie będziemy jej ulepszać. Kurtki (po jednej w rozmiarach S, M i L) zostaną ROZLOSOWANE wśród osób, które zdecydują się wspomóc Bartka kwotą co najmniej 19,99 zł. „Losów” można wykupić więcej, każdy za 19,99 zł. Jak ktoś wpłaci na bartkowe konto 99,95 zł, to otrzyma pięć losów i jego szansa na kurtkę wzrośnie pięciokrotnie. Oczywiście nie ma ułamków, za wpłacone 105 zł też jest pięć losów. Sky is the limit, wpłacajcie ile tylko chcecie, bo zdrowie Bartka warte jest wszystkiego.

Dodatkowe losy będzie można sobie wybiegać:) Każde 19,99 km zrobione (liczą się: bieganie, bieg na orientację i wędrowanie) do końca października w tej rywalizacji to kolejny los. Wpisowe do rywalizacji wynosi 19,99 zł, za które otrzymujecie pierwszy los. Oczywiście im więcej wpłacicie, tym lepiej dla Bartka i tym więcej losów dla Was, a w końcowym losowaniu liczy się suma losów kupionych i nabieganych.

Jeszcze raz: każde 19,99 zł wpłacone dla Bartka to jeden los (można kupić dowolną liczbę losów), a dodatkowe losy można sobie wybiegać na Endomondo. Każde 19,99 km (nieważne, czy w jednym biegu czy w pięciu) to jeden los. Na końcu sumujemy losy nabiegane i kupione i wygrywamy (tzn., wy wygrywacie) kurteczki.

Losy kupuje się przelewem:

Fundacja Pomocy Dzieciom z Chorobami Nowotworowymi w Poznaniu
ul. Engestroma 22/6, 60-571 Poznań
numer konta: 72 1240 3220 1111 0000 3528 6598
z dopiskiem: Bartosz Pudliszewski

A do rywalizacji dołączacie tutaj (kilku-kliku).

Oczywiście ze względu na nagrody (kurtki są damskie) szczególnie zapraszamy do zabawy dziewczyny, ale jak jakiś facet lubi biegać w damskim kroju lub chce sprawić swojej Księżniczce prezent, to również jest mile widziany:) W mailach z potwierdzeniem przelewu dla Bartka zaznaczcie proszę, jaki rozmiar kurtki Was interesuje. Podobnie jak w trakcie pierwszego WWdB bardzo prosimy o przesłanie potwierdzenia przelewu mailem na run.bo.blog@gmail.com lub krasus.biecdalej@gmail.com. Oczywiście zapewniamy pełną dyskrecję w kwestii tego, kto ile wpłacił na konto Bartka. Przepraszamy za tę niedogodność, ale mamy nadzieję, że zrozumiecie.

Na potwierdzenia przelewów czekamy do 5 listopada br. (wtorek) wieczorem. Potem my wszystko zsumujemy i wylosujemy kurteczki (a może znajdzie się i nagroda niespodzianka jakaś? Kto wie…:)). Pamiętajcie o informacji, jaki rozmiar kurtki chcecie. Każdy weźmie udział w losowaniu takiej kurtki, jaka go interesuje.

Ten, w którym patelnia czeka jeszcze tylko kilka dni

Ponad 2,1 tys. zł, prawie 16 tys. nabieganych kilometrów i spalony milion kalorii z duuużą górką – Wielki Wyścig dla Bartka wkracza w ostateczną fazę, mam jednak ogromną nadzieję, że przytoczone wartości jeszcze powiększymy. Nadal można biegać, nadal można wpłacać, nadal można zbierać losy, ale to już ostatnie chwile. Potem zapuścimy kalkulatory, makra w Excelu, Bo przyniesie swoje rzeszowskie liczydło i porachujemy kto ma ile losów. Później już tylko losowanie i wielka radość w kilku domach, a smutek i łzy w pozostałych. Choć bardzo byśmy chcieli, to wszyscy wygrać nie możecie…;)

Ale chwila, chwiluńka. A może Ty jesteś tu całkowicie nowa lub nowy i nie wiesz, czym jest Wielki Wyścig dla Bartka? To dla wszystkich nowicjuszy małe przypomnienie o co kaman.

Wielki Wyścig był spektakularnym wydarzeniem. Bo udowodniła mi, że kobieta w przekrzywionym kasku rowerowym może jak równy z równym ścigać się z facetem w różowych skarpetach i z fioletowym kucykiem na kierownicy. Fajnie było, ale się skończyło, Wielki Wyścig przeszedł do historii polskiego triathlonu, szybko jednak zaczęliśmy pisać kolejną część. Nim opadły emocje, poszliśmy za ciosem. Dołączył się do nas Wybiegany, a z tych dwóch ojców i jednej matki narodził się Wielki Wyścig dla Bartka. Bartek to pełen energii czterolatek, który boryka się z paskudztwem zwanym guzem pnia mózgu i potrzebuje wsparcia, finansowa pomoc osób trzecich może przywrócić mu zdrowie. Próbujemy mu pomóc i namawiamy Was do udziału.

W Wielkim Wyścigu dla Bartka chodzi o to, by pomagając Bartkowi zbierać losy, które mogą zamienić się w nietuzinkowe nagrody. Losy kupujemy wpłacając pieniądze na konto Fundacji, a każde 19,99 zł wpłacone dla Bartka to jeden los. Dodatkowe losy można sobie wybiegać, jedna sztuka za każde 19,99 km zgromadzone w odpowiedniej rywalizacji na platformie Endomondo.

Nagrody, czy ja wspomniałem o nagrodach? O matkoicórko, to nie są zwykłe nagrody! Jak w przypadku Wielkiego Wyścigu, są one: nieszablonowe, fantastyczne, rewelacyjne, magiczne, boskie, niesamowite, wyjątkowe, świetne, śmieszne, fajne, zaj…ste, unikalne, z jajem i odjechane w kosmos! Jest to jedyny konkurs (choć w tym przypadku odpowiednie wydaje się raczej słowo „kąkórs”), w którym do wygrania są biegowy bidon na makaron, fioletowy kucyk-trąbka rowerowa o magicznych właściwościach oraz niepowtarzalna patelnia.

Powiedzmy sobie jasno. Okazja do tego, by zrobić jajówkę na patelni, którą w swych dłoniach trzymała Bo może się nie powtórzyć. Że o posiadaniu bidonu na makaron nie wspomnę, bo że Pimpuś jest unikatem to każdy wie.

Takich nagród w polskim internecie jeszcze nie było!

A to nie koniec nagród!! WWdB zyskał kilku sponsorów i do powyższego dorzucono: wizytę w rowerowym spa (Profesjonalny Serwis Rowerowy), spersonalizowaną koszulkę techniczną (od portalu Xtri.pl) oraz audiobook Łukasza Grassa, redaktora naczelnego Akademii Triathlonu z osobistą dedykacją (audiobook od jednego z czytelników blogów, dedykacja od samego autora). Więcej o WWdB, jego zasadach i nagrodach tutaj (kliku-kliku).

Przypominam najważniejsze: aby wziąć udział w Wielkim Wyścigu dla Bartka należy przyłączyć się do rywalizacji na Endomondo, a przede wszystkim na konto Fundacji (dane poniżej) wpłacić „wpisowe” w wysokości minimum 19,99 zł i wysłać nam potwierdzenie wpłaty. Każde kolejne 19,99 zł to następny los, a im więcej biegania, tym szanse na wygraną większe.

Pieniądze wpłacamy na konto:

Fundacja Pomocy Dzieciom z Chorobami Nowotworowymi w Poznaniu
ul. Engestroma 22/6, 60-571 Poznań
numer konta: 72 1240 3220 1111 0000 3528 6598
z dopiskiem: Bartosz Pudliszewski

Pamiętajcie, że warunkiem koniecznym do wzięcia udziału w losowaniu jest choć jedno 19,99 zł wpłacone dla Bartka. Pieniądze trafiają prosto na konto Bartka, do którego oczywiście nie mamy wglądu, uprzejmie prosimy więc o przesyłanie potwierdzeń wpłaty na adresy: run.bo.blog@gmail.com lub krasus.biecdalej@gmail.com. Zapewniona jest pełna dyskrecja danych osobowych oraz wysokości kwot wpłaconych na konto Fundacji.

Tak więc rach-ciach, Wy wpłacacie i wysyłacie potwierdzenia (czekamy na nie do 4 października do końca dnia), a potem jak już wszystko się skończy, to my te wpłaty i kilometry przeliczymy, zrobimy losowanie nagród i może nawet je Wam wyślemy!

Jakieś pytania? Nie? No to BIEGAĆ!

Ten, w którym wielkowyścigowujemy się dla Bartka

W trakcie Wielkiego Wyścigu najwięcej frajdy sprawiły wszystkim chyba rywalizacje na Endomondo. Zabawa była przednia, a emocje do samego końca, a Wasze zaangażowanie jakieś stodwadzieściasześćrazy przerosło nasze oczekiwania. I to, mimo że pierwotnie miało tam nie być nagród! I wiecie co? Bo ja już wiem, i Bo oczywiście też wie i jeszcze Wybiegany jest wtajemniczony. Znów będziemy rywalizować i znów będzie wesoło, a przy tym będziemy pomagać!

Zapraszamy Was do wspólnej zabawy pod kryptonimem „Wielki Wyścig dla Bartka”. O co chodzi? Bartek, chrześniak Kuby od bloga Formatownia.pl, ma cztery lata i walczy z paskudztwem zwanym guzem pnia mózgu. Jak to w takich przypadkach bywa, potrzeba pieniędzy, by mu pomóc. Pomożecie? Pomożemy! Nie będzie to jednak taka o, zwykła pomoc, bo zrobimy z niej rywalizację, w której wygrać będzie można nagrody. Nagrody za pomaganie? O ja, Bo i Krasus znów oszaleli. Jakie nagrody? Ano kurde nie byle jakie!

A no na przykład brat bliźniak Pimpusia (tak tak, oryginalny braciszek mojego Pimpulka)! Zwycięzca będzie mógł zamontować sobie na kierownicę roweru fioletowego kucyka, który chroni przed złymi urokami, dodaje pi przez dwa kilometrów na godzinę do średniej prędkości, że o +10 pkt do rowerowej stylówy nie wspomnę! Dokładne właściwości magiczne brata Pimpusia nie są jeszcze znane, zapewne nie bez wpływu pozostanie imię, jakim określi go nowy właściciel.

Tak wygląda oryginalny bliźniak Pimpusia…
…a tak mój Pimpuś w akcji

I wygrać będzie można jeszcze na przykład Makaronowy Bidon. Makaronowy Bidon zapytacie? To taki pas biegowy z bidonem, który idealnie nadaje się na wybiegania w trakcie maratońskich przygotowań. Ale uwaga, uwaga! To nie jest zwykły pas z bidonem, w który sobie wlejecie zimne piwko. O nie! Bo przecież jak ładuje energię biegacz? Ano je makaron! I dlatego właśnie w Wielkim Wyścigu dla Bartka wygrać będzie można bidon pełen najwyższej jakości makaronu! To pierwszy i jedyny taki bidon dostępny na polskim rynku.

Woda lub izo w bidonie to trzepactwo. Prawdziwy biegacz w bidonie ma makaron!

Ach, no i nagroda główna. No dobra, usiądźcie jeśli stoicie, bo to będzie nagroda jakiej w polskiej blogosferze jeszcze nie było! I aż sam sobie w brodę pluje, że jako współorganizator nie mogę o nią powalczyć. Do rzeczy: główną nagrodą w Wielkim Wyścigu dla Bartka będzie PATELNIA, którą Bo wygrała w trakcie wielkowyścigowego Lotto Poznań Triathlon! Szok! Usmażyć sobie jajecznicę na patelni, którą trzymała w swoich dłoniach Bo! Szklista cebulka, a może stek z wołowinki lub naleśniki? Wszystko da się zrobić, bo to nie jest zwykła patelnia tylko hiper-turbo-indukcja, czyli Patelnia nad patelniami (szczegóły techniczne jakby co: kliku-kliku!

Na Patelni nad patelniami przyrządzić można nawet krasnala!

Kto, gdzie, za ile i kiedy?!
Wszystkie trzy (już nie trzy, ale o tym na końcu:D)  nagrody zostaną ROZLOSOWANE wśród osób, które zdecydują się wspomóc Bartka kwotą co najmniej 19,99 zł. „Losów” można wykupić więcej, każdy za 19,99 zł. Jak ktoś wpłaci na bartkowe konto 99,95 zł, to otrzyma pięć losów i jego szansa na jajówkę a’la Bo wzrośnie pięciokrotnie. Oczywiście nie ma ułamków, za wpłacone 105 zł też jest pięć losów. Sky is the limit, wpłacajcie ile tylko chcecie, bo nagrody są warte wszystkiego.

Ale, ale, ale! Dodatkowe losy będzie można sobie wybiegać:) Każde 19,99 km zrobione do końca września w tej rywalizacji to kolejny los. Do końca września biegamy, a na początku października zrobimy losowanie, do którego podobnie jak przy WW użyjemy serwisu Losowe.pl. Wpisowe do rywalizacji wynosi 19,99 zł, za które otrzymujecie pierwszy los. Oczywiście im więcej wpłacicie tym lepiej dla Bartka i tym więcej losów dla Was, a w końcowym losowaniu liczy się suma losów kupionych i nabieganych.

Jeszcze raz: każde 19,99 zł wpłacone dla Bartka to jeden los (można kupić dowolną liczbę losów), a dodatkowe losy można sobie wybiegać na Endomondo. Każde 19,99 km (nieważne, czy w jednym biegu czy w pięciu) to jeden los. Jak ktoś do końca września wybiega łącznie 200 km, to otrzyma za Endo 10 losów. A jak ktoś trzaśnie 300 km, to dostanie 15 dodatkowych losów. Na końcu sumujemy losy nabiegane i kupione i wygrywamy (tzn., wy wygrywacie) takie nagrody, że o boziuńku!

Jeszcze przykład, by było jasne na sto procent. Osoba X wpłaciła na konto Bartka 100 zł i łącznie nabiegała 195 km. Z wpłaty ma więc 5 losów, a z biegania 9 (liczymy każde pełne 19,99 km), czyli razem 14. Proste? Jasne? Jeśli nie to śmiało pytajcie w komciach, mailach, czy na FB. Bo, Wybiegany i ja w rywalizacjach będziemy dla towarzystwa i lansu, ale w losowaniu udziału oczywiście nie bierzemy.

Tak, wiemy, że zabawa preferuje użytkowników jednej aplikacji, ale nie mamy pod ręką innego narzędzia, które tak sprawnie umożliwiałoby zliczanie kilometrów. Przelewem można wykupić dowolną liczbę losów, więc szanse ma każdy, kto pomoże Bartkowi, a przede wszystkim o to chodzi. Gdy dopisze szczęście, wygrać można nawet mając w ręku jeden los, więc do dzieła! Kto się nie bawi ten trąba i do tego nie przyjdzie w tym roku Święty Mikołaj!

Losy kupuje się przelewem:

Fundacja Pomocy Dzieciom z Chorobami Nowotworowymi w Poznaniu
ul. Engestroma 22/6, 60-571 Poznań
numer konta: 72 1240 3220 1111 0000 3528 6598
z dopiskiem: Bartosz Pudliszewski

A do rywalizacji dołączacie tutaj (kilku-kliku).

UWAGA, WAŻNY KOMUNIKAT
Jako że żadne z nas nie ma dostępu do bartkowego konta, jesteśmy zmuszeni do proszenia Was o przesłanie potwierdzenia przelewu mailem na run.bo.blog@gmail.com lub krasus.biecdalej@gmail.com. Oczywiście zapewniamy pełną dyskrecję w kwestii tego, kto ile wpłacił na konto Bartka. Osoby, które w ciągu pięciu dni roboczych nie prześlą potwierdzenia przelewu będą usuwane z rywalizacji. Przepraszamy za tę niedogodność, ale mamy nadzieję, że zrozumiecie. Jakoś trzeba weryfikować to, czy Makaronowy Bidon, Pimpuś2 i Patelnia nad Patelniami trafią w godne ręce:)

Na potwierdzenia przelewów czekamy do 4 października (piątek) wieczorem. Potem z rywalizacji będziemy usuwać osoby, które potwierdzenia nie przesłały, zsumujemy losy każdego z Was i heja, losujemy nagrody!

UPDATE
I mamy kolejną nagrodę! Pamiętacie jak Zuzka odwiedziła rowerowe spa? Cóż tam się nie działo… No to wyobraźcie sobie, że nagrodą nr 4 jest „duży przegląd rowerowy” w Bikeservice.com.pl! Co tam będą przeglądać? Dżizaskrajst, czego on nie obejmuje! Czyszczenie, odtłuszczanie, konserwacja, smarowanie, kasowanie, kontrola, sprawdzanie, regulacja i co tylko jeszcze Wasz rower może sobie wymarzyć. Koszt takiego przeglądu to 150 zł, a pomagając Bartkowi nie tylko dostajecie go za friko, ale jeszcze w zestawie komplet smarów rowerowych gratis! Szaleństwo po prostu, szaleństwo…

UPDATE2
Sprawa zaczyna przybierać obrót, którego sami się nie spodziewaliśmy. Mamy kolejną nagrodę w puli! Jeden z uczestników przekazał nam audiobook Łukasza Grassa „Trzy mądre małpy”. O tym, że jest to książka warta przeczytania/wysłuchania niech świadczą opinie zamieszczone na portalu Lubimyczytać.pl. Zresztą, co ja Wam będę mówił, to obowiązkowa lektura dla każdego, nie tylko osoby zainteresowanej triathlonem, bo wbrew pozorom to książka właściwie wcale nie jest o triathlonie.

Ale uwaga, uwaga, bo to nie wszystko! Mało tego, że można dostać świetnego audiobooka. Mało tego, że autor obiecał mi wypisać specjalną dedykację dla zwycięzcy. Ale audiobook może zostać przekazany podczas wspólnego pobiegania w Lesie Kabackim lub okolicy! I co Wy na to?

Oczywiście jeśli nagrodę wylosuje ktoś, kto nie chce/nie lubi/nie może biegać lub po prostu mu miejsce nie pasuje, audiobook z dedykacją zostanie wysłany pocztą.

UPDATE3
O naszej akcji napisał triathlonowy portal xTRI.pl (kliku-kliku), ale to jeszcze nic. Xtri.pl dorzuca kolejną nagrodę! Będzie to spersonalizowana koszulka techniczna:) Kto ją wylosuje, będzie mógł sobie na niej nadrukować „Czytam blog Krasusa” lub ewentualnie imię Bo w serduszku (tylko trzepak robiłby sobie na koszulce swoją ksywkę…)! Czad, co?!

No to przypominam tylko, że losy kupuje się przelewem:

Fundacja Pomocy Dzieciom z Chorobami Nowotworowymi w Poznaniu
ul. Engestroma 22/6, 60-571 Poznań
numer konta: 72 1240 3220 1111 0000 3528 6598
z dopiskiem: Bartosz Pudliszewski

A do rywalizacji dołączacie tutaj (kilku-kliku).

Ten, w którym rozdajemy okularki i prosimy o pomoc

NAJWAŻNIEJSZY AKAPIT TEGO WPISU JEST NA KOŃCU. JAK SIĘ KOMUŚ NIE CHCE CZYTAĆ CAŁOŚCI, TO OD RAZU PRZECHODZI NA KONIEC:)


Krasus Krasus leć jak strzała
Twoich brać kibiców cała
dopinguje Cię i wspiera
abyś wygrał właśnie teraz!

Za te fantastyczną rymowankę MARYSIA zostaje zwycięzcą kąkórsu poetyckiego! Marysiu, otrzymujesz przepiękne okulary basenowe firmy Huub, gratulujemy i dziękujemy. Szczególnie ja, bo wierszyk jest mi bardzo miły:)

Muszę jednak przyznać, że rozwiązanie tego kąkórsu było diabelnie trudne. Ostatecznie zdecydowały Twoje umiejętności prorocze związane z bracią kibiców, dzięki którym ukończyłem Lotto Poznań Triathlon na dystansie 1/2 IM (relacja: kliku-kliku).

W ścisłym finale znalazł się też inny prorok – Mikołaj Studziński, który wyrymował tak:

Czy to słońce, czy to deszcz
Poznań dziś Krasusa jest!

Z tym słońcem i deszczem to zaszalałeś;) Trzecim finalistą był Łukasz Nowak z niezbyt dla mnie pozytywnym, ale jednak ujmującym okrzykiem:

Boska Bo! Boska Bo! Krasusowi łupnia do!
Proste i chwytliwe, takich właśnie rymowanej szukaliśmy:) Bardzo podobało nam się także kilka innych, że zacytuję:

Kipi woda aż na Malcie:
„Krasus wygra już na starcie!”
(autor: Monika Tynenska)

Woda, rower, but biegowy!
Krasus to jest Zuch Morowy!
(autor: Monter)

Biegnie Krasus, grymas srogi
Bo juz wie, ze nie dogoni
(autor: Maro)
Bo Krasusowi od początku ucieka,
lecz Kuba na Zuzkę cierpliwie czeka
Wielki Wyścig w najlepsze trwa
Kto wygra? ________, hip hip, hurra!

Krasus, Pimpuś oraz Zuza – cała trójca mknie jak burza!
(autor: Hankaskakanka)

Królowa rzeszowszczyzny, kleopatra podkarpacia
zostawi Krasusa przed metą w samych gaciach
(autor: Mateusz „IGTHORN” Kisiel)

Ten kąkórs sprawił nam ogromną radość, rymowanki były fantastycznie i naprawdę mieliśmy ogromny problem z wybraniem tych najlepszych. DZIĘ-KU-JE-MY!!!

Aha, jeszcze trzy oksy do rozdania. Drugie okulary basenowe od Huub Polska rozlosowaliśmy wśród wszystkich komentujących, którzy nie wygrali okularów w innym kąkórsie. No i okularki pojadą do internauty o nicku…. MARO, gratulacje! Tu problemu nie było, po prostu uroczyścieśmy z Bo Cię wylosowali. Bo w życiu to trzeba mieć szczęście! Bo.

Dwa ostatnie kąkórsy związane były z typowaniem naszych wyników.

Nikt nie wytypował żadnego z wyników dokładnie, co do sekundy. Ani naszego całego ajronmena, ani też różnicy pomiędzy nami, która wyniosła mniej niż minutę (a dokładnie 48 sekund). W tym drugim typie najbliżej byli Ava i Mauri Włodek, którzy wytypowali remis. Zgodnie z zasadami wygrała osoba, która jako pierwsza podała dany typ, a był to MAURI WŁODEK. Gratulacje!

Drugie oksy ołpenłoterowe powędrują do DarkTri, który był bardzo bliski wytypowania naszego wspólnego wyniku. Suma naszych połówkowych czasów wyniosła 10:43:32, a DarkTri typował 10:43:10, pomylił się zaledwie o 22 sekundy! Warto dodać, że był całkiem blisko w drugim typowaniu, bo pomylił się zaledwie o 2,5 minuty. Ma facet nosa!:)

No i jeszcze…

Słuchajcie, kto był na wielkowyścigowym mini-pikniku (naprawdę wielce dziękujemy za przybycie, to było przemiłe!) ten wie, że master of the day został Kgb, który napisał cały poemat na temat Wielkiego Wyścigu. Niestety, poemat nie spełnia podstawowego warunku: nie jest krótką rymowanką;)

Ale nie mogliśmy przejść obok niego obojętnie, szczególnie, że każde z nas dostało własną wersję poematu z podpisem autora. No szok, co nie? Że tak dla nas się ktoś postarał, no szok. Kgb ma wyjątkowy talent (pisze też niezłego bloga jakby co), więc aby go dalej rozwijał otrzymuje od nas…. podręcznik jak zostać pisarzem! A co, niech chłopak wspomni nasze skromne blogaski jak już dostanie tego Nobla albo inną Nike, czy Riboka!

Do rzeczy. Oto arcydzieło Kgb:

Wielki wyścig

Wyścig rozpoczął armatni strzał
By każdy z tysiąca Ajronem się stał
Lecz nam nie o tysiąc, my swoich mamy
Bo. i Krasusa – za nich trzymamy!
Pływa jak ryba ta nasza Bo.
Ale i Krasus idzie na sto
Gdy Boska Bo. z wody wyskakuje
To Krasus na bajku już pedałuje
Kręci miarowo, kadencja spora
Ale dla Bo. to nie-przeszkoda
Będzie wyprzedzać, światłami mruga
Treningów ciężkich jest to zasługa
Nawrót w Kostrzynie, połowa drogi
Przez Swarzędz powrót, upał już srogi
Krasus nie zwalnia, naciska, mocny
lecz Bo. i Cuba – duet wszechmocny!
Wpada na Maltę, Cuba zostaje
Krasus tuż za nią, nielichy grajek
Bo. buty zmienia, dwa łyki wody
Półmaraton przed nią, zaczną się schody
Krasus naciera, sapie i grozi:
„Zaraz ci wyrwę obie nogi!”
Minuty biegną, tętno szaleje
Okrążeń cztery, ależ się dzieje!
Bo. nie zwalnia, tłum wiwatuje
Wszak Wielki Wyścig się dokonuje
Sto kilometrów, jeszcze im mało
Oby sił w mięśniach im nie ustało
Ból przeogromny, że w nogach pali
Sami go z Bo. sobie utkali
Już widać metę, Krasus się zbliża
Ależ on biegnie, cóż to za chwila!
Bo. już niemalże mety dopada
Ale i Krasus – mocna obsada!
Płuca wypluwa, kona zarazem
Już są na kresce, wpadają razem
Po stu kilometrach, potrzebny fotofinisz
Bo gołym okiem nic nie rozkminisz
Centymetr lub mniej, takaż różnica
Na tym dystansie toż to drobnica
Któż pierwszy był, daremne pytanie
Chwała dla Niej, dla Niego wieczne uznanie

Powala, co nie?:)

Wszystkich laureatów prosimy o kontakt mailowy na run.bo.blog@gmail.com i/lub krasus.biecdalej@gmail.com – ustalimy kolory i rozmiary okularków oraz adresy przesyłek:)

Ech, a najtrudniejsze człowiek zawsze sobie zostawia na koniec… Najtrudniejsze, spytacie? Chodzi o to, że Wielki Wyścig się już skończył:( Kurka wodna, dzięki Wam była to fantastyczna zabawa i przygoda. Sam jego wynik nie ma żadnego znaczenia przy tym, jak świetnie bawiłem się w trakcie jego przygotowań! Pisały o nas tri-portale (Love2tri.pl, Tri-book.pl oraz TRI-fun.pl, a najwięcej radochy było chyba podczas rywalizacji na Endomondo.

Tu zaskoczyliście nas kompletnie. Udział w zabawie wzięło blisko 200 osób, a razem spaliliśmy ponad 2,5 mln kcal!!! Wygrała moje cudowna drużyna, która spaliła 1 292 158 kcal, choć team Bo również nie leniuchował (1 245 795 kcal). Dzięki Wam, przez cały lipiec Bo była królową podblokowych trzepaków, a jej ubiór już jest podobno klonowany przez kilka największych firm produkujących odzież sportową.

Walka musi być!;) / fot. TRI-fun.pl

Nie byłoby tak fajnie gdyby nie sponsorzy Wielkiego Wyścigu. To dla nas szok, ale aż cztery firmy zdecydowały się nas wspomóc. Dzięki Wydawnictwu Galaktyka (FANFARY!), od którego wszystko się zaczęło, przekazaliśmy Wam sześć świetnych książek o tematyce biegowo-triathlonowej. Potem zrobiliśmy artystyczny kąkórs z Natural-Born-Runners (FANFARY! kto nie korzystał jeszcze z tego sklepu to marsz na zakupy!) oraz szybkie wymyślenie roweru na nowo we współpracy z Bikeservice.com.pl (FANFARY!) i Galaktyką. Finałowy kąkórs został obsadzony przez Huub Polska (FANFARY!), od którego dostaliśmy cztery pary okularków.

Nie wiem, co ja teraz będę robił jak już WW nie ma. Mam nadzieję, że wkrótce pojawi się inny podobny pomysł i będzie jeszcze fajniej:) Może też nadrobię blogowe zaległości, bo w kolejce czekają m.in. test dwóch par butów od New Balance, opis fittingu rowerowego i kilka innych.

Raz jeszcze wielkie dzięki dla każdego, kto dołożył do niego choćby jednego komcia lub lajka!

A na sam koniec absolutnie najważniejsze. Słuchajcie, Wy pomogliście nam się świetnie bawić, my pomogliśmy Wam się świetnie bawić, a teraz zróbmy RAZEM coś, co sprawi, że ktoś inny będzie mógł się w ogóle bawić.

Bartek, bratanek zaprzyjaźnionego blogacza Kuby potrzebuje pomocy. W czerwcu 2013 roku rozpoznano u Bartka nieoperacyjnego guza pnia mózgu (szczegóły u Kuby). To bardzo złośliwy i oporny na leczenie paskud. Coś jak ściana maratońska. Ale przecież w takim momencie nie można się podłamywać, nie? Nie wolno zejść z trasy, nie wolno przegrać. Trzeba zacisnąć zęby i dobiec do mety. Pomóżmy Bartkowi ukończyć jego maraton!

Zrobimy tak: każdy kto kibicował Wielkiemu Wyścigowi, albo lubi Bo, albo śmiał się z Pimpusia, albo może podziwiał Boshkę na pudle, albo zainspirował się naszą zabawą, każdy kto wygrał i nie wygrał w naszych kąkórsach, dosłownie każdy kto czyta tego i tamtego blogaska, przeleje kilka złociszy na pomoc Bartkowi. Może to być 5 zł, może być dyszka, a może być 0,5 proc. tego, co zarobiliście w lipcu. Przecież to tylko ułamek, nie?:) Jedno piwo mniej? Da się. Do dzieła, pokażcie, że potraficie.

Fundacja Pomocy Dzieciom z Chorobami Nowotworowymi w Poznaniu
ul. Engestroma 22/6, 60-571 Poznań
numer konta: 72 1240 3220 1111 0000 3528 6598
z dopiskiem: Bartosz Pudliszewski

Ten, w którym biegnę dla kibiców

Pół minuty pod drzewkiem pozwala mi odpocząć, za chwilę punkt żywieniowy, a na nim ulubione pomarańcze, które podobnie jak w Barcelonie stawiają mnie na nogi. I wtedy coś się zmienia. W głowie pojawia się Hymn Luxtorpedy.

Kiedy duch i serce jest silniejsze niż ciało
to ból wśród nieszczęść uczynił Cię skałą.
Tylu już przegrało, zabiła ich słabość,
Ty wśród nich wyciągasz dłoń po wygraną.
W każdym moim zwycięstwie jest pot i krew poświęceń.
Chcę ubrudzić ręce, by wybudować szczęście,
ubrudzić ręce, by wybudować szczęście.



Na ziemię powaleni, wstajemy, nie giniemy -
ta krew już raz przelana, nie wyschnie wciąż i płynie!
Wiara, siła, męstwo -
to nasze zwycięstwo!


Kilkanaście sekund później wiem już, że tę walkę wygram. Upadłem, ale powstaję. Mija dosłownie kilka chwil, w czasie których przestawia mi się jakaś klapka i głowa w końcu pokonuje słabość ciała. Doznaję jakiegoś katharsis, które w mgnieniu oka zmienia mnie z oklapłego i zmęczonego do granic możliwości słabeusza w pełnego energii fajtera. Pewność siebie powraca, serce intensywniej pompuje tlen do mięśni, przyśpieszam, a mój organizm wchodzi na wyższe obroty.

Etap rowerowy, z niego jestem najbardziej zadowolony / fot. BK

Przedstartowe uśmiechy herosów z półżelaza / fot. AS

Pływanie – trochę poniżej oczekiwań
Start z wody, zanim w ogóle rozbrzmiał startowy strzał z armaty, inkasuję kilka kopniaków, bo jest ciasno. BUM! Z dobrą minutę zajmuje mi zanim w ogóle zacznę płynąć, jest bardzo ciasno. Kuksaniec, kopniak, czyjeś ręce, łokcie, nic nie widać. Widoczność w wodzie nie sięga dalej niż łokieć. Staram się płynąć w miarę prosto, ustabilizować rytm i skupić się na technice. Nawet nie próbuję oddychać na trzy, po co się męczyć? Do nawrotki dochodzę ładnie prosto, bez problemów nawigacyjnych. Te zaczynają się na długiej prostej w stronę mety. Nie do końca widzę boje, co chwilę ktoś we mnie wpływa (mistrzostwo dla zawodnika, który płynął pod kątem prostym do mnie, sprawdziłem, ja miałem kierunek w miarę poprawny;)), kiepsko jest. Ale trzymam w miarę równe tempo i rytm, to najważniejsze. Z dwa razy przechodzę do żabki by wyrównać nawigację. Na ostatnich 200-300 metrów przyśpieszam i wg Garmina ostatnie 400 przepłynąłem w 8:50, co jest jak dla mnie wynikiem rewelacyjnym. Niestety, ten sam garmin orzekł, że zamiast 1900 m przepłynąłem 2010 metrów. Na mapce widać zresztą jak pięknie zygzakowałem w drugiej części zawodów. 45:57 to minuta-dwie poniżej optymistycznego scenariusza. 100 metrów nadłożone to właśnie dwie minuty albo i więcej. Być w 80 proc. stawki to zdecydowanie poniżej moich ambicji.


1,9 km (zmierzone 2,01 km) / czas 45:57 / m-ce 481 z 607 (79,2 %)

Rower – zgodnie z oczekiwaniami
Jedź Zuzka, pędź, wyprzedzaj! Już na wyjeździe ze strefy zmian mijam kilka osób, jest pod górkę i ludzie jadą chyba z 15 km/h. Litości, ciśnijcie, albo z drogi! Kończę batonika, popijam i dzida! O, Irek! Wyprzedzam go na Krańcowej, ale chwilę później on kładzie się na lemondce i jest pozamiatane.Do Warszawskiej, a potem 19 km prostej do Kostrzyna, z lekko niebezpieczną pętelką przy Antoninku. Już od pierwszych metrów Zuzka sunie jak opętana, cały czas wyprzedzamy! Obserwuję średnią prędkość z każdego okrążenia (5 km) i staram się, by przekraczała 34 km/h. Najlepsze wchodzą po 36 km/h. Mimo szerokiej drogi, wcale nie jest łatwo. Kałuże po nocnej burzy ograniczają optymalny tor jazdy. Jedni jadą lewą stronę (zgodnie z zaleceniami organizatorów), inni prawą (zgodnie z zasadami ruchu w Polsce), najbardziej wkurzają Ci co pomykają środkiem. Jak ktoś wygląda niepewnie, to zbliżając krzyczę: „Uwaga, wyprzedzam!”. Przy drodze poza miastem kibiców jak na lekarstwo, ale wolontariusze spisują się na medal. Zagrzewają zawodników do walki i ostrzegają przed niebezpieczeństwami. W ramach wdzięczności Pimpuś co jakiś czas popiskuje, co powoduje lawinę radości u przemoczonych do suchej nitki dziewczyn i chłopaków.

Właśnie, pada deszcz. O już nie pada, teraz to leje! Chwilami przez okulary prawie nic nie widzę, więc opuszczam je na nos i patrzę przez nie „bykiem”. Deszcz dodatkowo potęguje problem, który ujawnił się już w połowie (a może nawet na początku) etapu pływackiego: chce mi się siku! No przecież nie zatrzymam się przy drodze, bo to co najmniej minuta lub dwie w plecy. Przepraszam Zuzkę i korzystając z padającego deszczu oraz zjazdu, staję w pedałach i załatwiam sprawę przy prędkości niemal 40 km/h. Ogromna ulga i zdobyta nowa umiejętność;)

Niestety, nie wszyscy zawodnicy grają fair. Co jakiś czas widać nawet i kilkunastoosobowe peletony, a przecież jazda w grupie jest zabroniona. Na pierwszej pętli (ponad 46 km) wyprzedzam ze 130-150 osób, a jedynym, który wyjechał przede mnie jest Irek. Przy zawrotce widzę grupę swoich kibiców. Deszcz leje, a oni stoją, mokną i dopingują, super sprawa!

Na drugim kółku jeszcze dociskam mocniej pedały, noga ładnie podaje, nie czuję zmęczenia. Kontroluję tętno, by nie wzrastało ponad 160 bpm, utrzymuję wysoką kadencję (ostateczna średnia z całego przejazdu to 94 obroty!) i co jakiś czas podnoszę się z siodełka, by dać odpocząć zadkowi. Ale po 50 lub 60 km spada na mnie klops. Zaczynają boleć plecy w okolicach lędźwi, ból występuje praktycznie w każdej pozycji. Próbuję to trochę rozciągać, pomaga jedynie… jazda bez trzymanki z rękoma za plecami, ale nie jest to najbezpieczniejsze rozwiązanie. Tłumię ból i napieram dalej. Na trasie jest już nieco luźniej i (poza bólem) jedzie się bardzo przyjemnie. Oczywiście nadal wyprzedzam. Przed ostatnią nawrotką widzę Bo. Mierzę stratę i wygląda na to, że jest jakieś 800-1000 metrów przede mną. Mam Cię!

Nogi pracują jak tłoki: góra-dół-góra-dół!Pimpuś minimalizuje opory powietrza i połykam kolejne kilometry, a wraz z nimi rywali, jednego za drugim. Czasem grupki (wtedy opieprzam za jazdę w grupie), czasem pojedynczych. Co 30-40 minut trochę zwalniam, by zjeść batona lub żel. W trakcie ostatniej przekąski ktoś mnie wyprzedza. O nie, nie dam się! Kończę posiłek, dociskam pedały i zostawiam rywala z tyłu. Zamierzam ukończyć etap rowerowy tak, by nie wyprzedził mnie nikt poza Irkiem na początku. Pędząca jak szalona Bo pojawia się na horyzoncie, co za motywacja! Prawie cały czas cisnę ponad 35 km/h, a często więcej. Wjeżdżamy do Poznania. Wzdłuż Malty, ulicą Baraniaka ponad 40 km/h i w końcu wyprzedzam wielkowyścigową rywalkę. Oczywiście Pimpuś wydaje przy tym swój pisk radości, jest git!

Pod koniec zwiększam kadencję i prostuję plecy oraz brzuch. Ostatnia prosta, większość ludzi zwalnia, a ja widzę w oddali Irka i wietrzę szanse na wyprzedzenie go, co oznaczałoby, że w rowerowym bilansie nie będę miał żadnego minusa, to dopiero! Wyprzedzam Iromana i nagle okazuje się, że do belki, którą muszę przekroczyć obok roweru, mam jeszcze tylko kilkanaście metrów! Blokuję oba koła, na mokrym asfalcie jadę jak po lodzie, ale udaje się zatrzymać tuż przed linią. Ufffff. Zadowolony z etapu rowerowego truchtam przez strefę zmian pozdrawiając kibiców. Przy końcowej belce Garmin pokazał średnią prędkość 34 km/h – zadanie spełnione! Jak na początkującego kolarza to świetny wynik.


90 km (zmierzone 93,2 km) / czas 2:44:20 / średnie: prędkość 34,0 km/h; kadencja 94/min; tętno 154 bpm / m-ce 183 z 600 (30,5 %)

Bieg – dużo poniżej oczekiwań
Wybiegam ze strefy zmian dokładnie 40 sekund przed Bo. Chciałem biec w tempie poniżej 4:30, więc zaczynam od 4:50-4:55, by przyzwyczaić nogi do nowego rodzaju wysiłku. Ale plecy bolą coraz bardziej i mam obawy, czy dam radę przyśpieszyć. Nie daję. Ból jest nie do zniesienia, upał coraz większy, a jedyną ulgą są tłumy kibiców wzdłuż Malty, którzy zagrzewają wszystkich do walki.

„Biegnij Bo, biegnij!” – halo, jaka Bo, o co chodzi? Oglądam się i wszystko jasne, Boshka jest tuż za mną! Po 3 km plecy nie dają mi już żyć, nie jestem w stanie uciekać. „Dajesz Bo, czytam Twojego bloga” krzyczy jakaś kibicka. „Ej, a mojego ktoś w ogóle czyta?!” – odkrzykuję. „Nie!”. No k… pięknie.

Zwalniam, by Bo się ze mną zrównała. Biegniemy razem, przynajmniej mam się komu wypłakać na swój ból, a w urywanej rozmowie metry szybciej lecą. Boshka trzyma się o niebo lepiej niż ja. Biegnie szybciej niż zakładała, a ja wolniej niż chciałem i wyglądam jak zza grobu, mimo że tętno nie przekracza 145 uderzeń na minutę. Mam ochotę zejść z trasy. Po 4h heroicznej walki chcę już mieć to za sobą, zamknąć się w jakimś chłodnym pomieszczeniu (po deszczu ślady są tylko w kałużach, z nieba leje się żar) i położyć, by plecy przestały mnie boleć. Myśl jest jedna: przy mecie pierdolę, schodzę. Dobiegamy z Bo do końca pętli i widzę transparent, o którego istnieniu nie miałem pojęcia…

A Wy? Poddalibyście się widząc taki transparent i słysząc własnych kibiców
głośniejszych niż spiker zawodów? / fot. Iroman.pl

Nie. Nie mogę zejść, ukończę choćbym się porzygał i padł na mecie bez przytomności. Mogę przegrać z Bo, mogę przegrać z każdym, ale nie wolno mi przegrać z samym sobą!

Nie mogłem się nie uśmiechnąć na ich widok! / fot. AM

Biegniemy razem kolejne 2 km, KGB przy trasie zachwyca się tym, że miał rację z swoim poemacie i ukończymy HIM razem, ale ja wiem, że tak nie będzie, bo zaraz mi plecy eksplodują. O zakładanym tempie 4:30 nawet nie marzę, trudno mi zejść poniżej 4:50. Przy punkcie odżywczym odpuszczam. Nie mam nawet siły krzyknąć „Biegnij Bo, biegnij!”. Zatrzymując się przywołuję bohaterską walkę Hani podczas Maratonu Gór Stołowych – rozciągam trochę plecy. Piję, jem, rozciągam, jest gorąco. Po kilkunastu sekundach ruszam dalej, widzę oddalającą się Bo. „Shut up legs!” na skarpetkach parafrazuję na „Shut up back!”, ale plecy nie chcą się zamknąć i dwa kilometry dalej znów przechodzę na chwilę do marszu. Rozciąganie plus trzecie podczas tych zawodów siku – no ja pierdziu, co z tym moim pęcherzem?!

Pół minuty pod drzewkiem pozwala mi odpocząć, za chwilę punkt żywieniowy, a na nim ulubione pomarańcze, które podobnie jak w Barcelonie stawiają mnie na nogi. I wtedy coś się zmienia. W głowie pojawia się Hymn Luxtorpedy.

Kiedy duch i serce jest silniejsze niż ciało
to ból wśród nieszczęść uczynił Cię skałą.
Tylu już przegrało, zabiła ich słabość,
Ty wśród nich wyciągasz dłoń po wygraną.
W każdym moim zwycięstwie jest pot i krew poświęceń.
Chcę ubrudzić ręce, by wybudować szczęście,
ubrudzić ręce, by wybudować szczęście.

Na ziemię powaleni, wstajemy, nie giniemy -
ta krew już raz przelana, nie wyschnie wciąż i płynie!
Wiara, siła, męstwo -
to nasze zwycięstwo!

Kilkanaście sekund później wiem już, że tę walkę wygram. Upadłem, ale powstaję. Mija dosłownie kilka chwil, w czasie których przestawia mi się jakaś klapka i głowa w końcu pokonuje słabość ciała. Doznaję jakiegoś katharsis, które w mgnieniu oka zmienia mnie z oklapłego i zmęczonego do granic możliwości słabeusza w pełnego energii fajtera. Pewność siebie powraca, serce intensywniej pompuje tlen do mięśni, przyśpieszam, a mój organizm wchodzi na wyższe obroty.

Jest lepiej, mogę biec. Powoli zwiększam nawet tempo. 16. Km wchodzi w 4:37, kolejny w 4:31, ból prawie zniknął, a łydka podaje. Dlaczego nie mogło być tak od razu?! Na rozpoczęciu ostatniej pętli (ok. 5,4 km) od kibiców dowiaduję się, że Bo jest ok. półtorej minuty z przodu. Wiem, że jeśli na przedostatniej długiej prostej wzdłuż Malty ją zobaczę, to dam radę dogonić, to mnie nakręca. KGB mówi, że jestem coraz bliżej.

I rzeczywiście, jest! Patrzę na to, gdzie dokładnie jest Bo i na zegarek, mierzę stratę. 1:25. Potem 1:20, 1:10, przy przedostatnim punkcie żywieniowym jest już poniżej minuty! 20. kilometr w 4:17 i strata spada do kilkunastu sekund, dlaczego dopiero teraz biegnie mi się tak dobrze?! Około 1,5 km przed metą wyprzedzam Bo po raz drugi tego dnia i pędzę dalej. Kilometr, 800 metrów, 500 metrów, już widać moich rozkrzyczanych kibiców, już widać linię mety, jest! Koniec! Ukończyłem swojego pierwszego 1/2 IronMana w czasie 5:21:22.

Zmęczony ponad normę rozglądam się za swoimi ludźmi i nagle… dostaję piwem w twarz;) MS postanowił uczcić w ten sposób mój debiut na dystansie HIM. Za chwilę pijemy razem kolejne piwo, a ja wpadam w ramiona najbliższych. I choć nie do końca jestem zadowolony z wyniku, to szczęście z ukończenia zawodów w takim stylu jest ogromne, bo ostatnią piątkę przebiegłem w 22 minuty, czyli w tempie 4:24.


21,1 km (zmierzone 21,8 km) / czas 1:44:25 / średnie: tempo 4:47 min/km; tętno 157 bpm / m-ce 66 z 600 (11,0 %)

Strefy zmian – poniżej oczekiwań
T1: 00:04:12 / m-ce 384/600 (64%)
Oczywiście nie siedziałem i nie spijałem sobie tam piwka, ani nie malowałem paznokci! W Poznaniu strefa zmian była potężna (musiała pomieścić 1500 osób) i do swojego miejsca z wody trzeba było ze 100 m dobiec, a potem z rowerem pokonać drugie tyle do wyjazdu z T1. Nie zmienia to jednak faktu, że najlepsi robili to w mniej niż 2 minuty. Trochę czasu zajęło mi założenie skarpetek (Paweł, chyba mnie przekonałeś do startów bez…), miotałem się z otwarciem batona, a gdy już truchtaliśmy z Zuzką do wyjścia, spadły mi okularki i wyleciała z nich szybka. Pozbieranie tego też zajęło mi kilkanaście sekund. Do zadowolenia z T1 zabrakło półtorej minuty.

T2: 00:02:28 / m-ce 150/600 (25%)
W T2 ogarnąłem się znacznie sprawniej, choć do urwania było jeszcze kilkanaście sekund, wystarczyło szybciej biec z rowerem.

Podsumowanie – w Borównie będzie lepiej!
Ostateczny wynik 5:21:22 / m-ce 146/600 sklasyfikowanych (24,3%)
Znacie takie powiedzenie, że wystarczy odpowiednio dobrać dane, by dojść do wybranego wyniku? Analiza pliku z wynikami z PozTri wykazała, że zająłem DRUGIE miejsce! Drugie pod względem… liczby wyprzedzonych osób;) Po pływaniu byłem 481, po T1 471, po rowerze 277, po T2 269, a na metę wpadłem jako 146. Łącznie od wyjścia z wody wyprzedziłem 335 osób, przegrywając o 10 z Michałem Zbierajewskim. W Borównie zamierzam być pod tym względem najlepszy! Ale w przyszłości wolałbym po pływaniu znajdować się wyżej w klasyfikacji niż jakieś 80 proc. stawki;)

Podobnie jak w Mrągowie czerpałem z tych zawodów ogromną radość, a to właśnie dzięki wyprzedzaniu innych. W trakcie biegu radości było już mniej, bo zdominował go ból pleców, a głupota w postaci zostawienia czapeczki z daszkiem w T2 mściła się na mnie wraz z każdym promieniem słońca.

Szymonbike robi fajne skarpetki, ale mogłyby być nieco bardziej wytrzymałe;P

Wydaje mi się, że oprócz kwestii pleców zawiodło jeszcze przygotowanie długodystansowe. Zabrakło mi ostatnio długich biegów (takich ponad 25 km), a wytrzymałość zbudowana nimi bez wątpienia przydałaby się podczas biegu. Problemy z pęcherzem (zwykle nie sikam ani razu na zawodach, tym razem trzy razy!) były chyba jednorazowe i mam nadzieję, że się nie powtórzą. A, i jeszcze jedno. Przed startem za bardzo chyba nakręciłem się na nie wiadomo jaki wynik. 1/2IM w Poznaniu nauczył mnie pokory dla dystansu i tego, że triathlon to nie bieg uliczny, gdzie po prostu trzaska się równo kolejne kilometry. Tam może się wiele rzeczy wydarzyć (i tak dobrze, że nie złapałem gumy ani nie zaliczyłem szlifu po asfalcie) i trzeba mieć niebywale dużo szczęścia, by wszystko wyszło idealnie. Do Borówna został miesiąc i mam zamiar mądrze go przepracować. Do roboty!

Ciekawi jesteście wyników wielkowyścigowych kąkórsów? Oj, będą, będą, ogarniamy to! Ale gdybym dodał tu jeszcze podsumowanie WW to wyszedłby chyba najdłuższy post w historii sportowej blogosfery, więc odpuszczę. Podsumowanie przygotujemy razem z Bo i w ciągu kilku dni znajdzie się na blogach.

Ten, w którym apetyt rośnie w miarę jedzenia

Na początku był chaos. Zaimponował mi Michaś tymi swoimi triathlonami i też zachciało mi się zostać człowiekiem z półżelaza. Na dobry początek z półżelaza, ale wiadomo jak jest;) Ostatnie osiem miesięcy to całkiem sporo treningów. I jeszcze treningów oraz treningów.

I oto, po miesiącach przygotowań, za niecałe dwa dni stanę na starcie 1/2 IM w Poznaniu. 1900 metrów wpław, 90 km na rowerze i na koniec półmaraton (21,1 km). Triathlon mówi: sprawdzam!, a ja wiem, że mam w talii mocne karty.

Pierwotnie wymyśliłem sobie zmieszczenie się w 6h. To wydało mi się przyzwoitym minimum. W zaokrągleniu 1h na pływanie (planując start nie umiałem kraula w ogóle), 3h na rower i 2h na bieg. Ale potem apetyt zaczął bardzo szybko rosnąć…

Jak zaczęliśmy z Zuzką te kilometry pokonywać to okazało się, ze 90 km w 3h to ja przejadę nie mecząc się, a przecież nie o to chodzi;) W Mrągowie chciałem przez 45 km utrzymać średnią prędkość 33 km/h i udało się. No to czemu by nie spróbować tak szybko pokonać całych 90 km? Udało się na treningu, no to przecież nie będę jechał na zawodach treningowym tempem, prawda? No to spróbuję przekroczyć 34 km/h, co da 2:38 w części rowerowej. Wiele więcej to ja nie będę raczej w stanie wycisnąć.

W biegu to fajnie byłoby życiówkę półmaratońską poprawić. Obecnie stać mnie na 1:28-1:29, ale w tri biegnie się na sporym zmęczeniu, więc 1:35 będzie dużym sukcesem.

A pływanie to spora loteria w moim przypadku. No przecież pływać kraulem nauczyłem się dopiero parę miesięcy temu. Na 1/4 w Mrągowie z wody wyszedłem po 19:30, ale tam był skrócony dystans. Tak na oko i ucho sobie myślę, że chyba stać mnie na zmieszczenie się w 45 minutach.

Sumujemy, dodajemy, kalkulatory pracują na najwyższych obrotach i…. 2:40 + 1:35 + 0:45 daje… aż się boję, ale to nie chce być inaczej niż 5:00! Po doliczeniu stref zmian (obym zrobił je szybciej niż w Mrągowie…) w sprzyjających okolicznościach przyrody wynik 5:05 powinien być w zasięgu, choć nie ukrywam, że marzy mi się 4:59. Ale triathlon to taki sport, że wiele może się zdarzyć. Z wyniku 5:15 też będę zadowolony. Szansa na poprawkę już za miesiąc w Borównie. Najważniejsze, bym na mecie miał poczucie, że dałem z siebie wszystko.

W Poznaniu szykuje się całkiem mocna rywalizacja. No bo, że Bo i Wielki Wyścig to dobrze wiecie. Ale zęby na skopanie mi tyłka ostrzy sobie też Irek, a dziś na FB założyłem się z Pawłem o czteropak dobrego piwa, że w Poznaniu zrobię lepszy wynik niż on za tydzień w Gdyni. Tak, rywalizacja to jest coś, co Tygryski lubią najbardziej:)

No dobra, leję tu wodę, a tak naprawdę zbieram się, by napisać Wam, że się jednak trochę cykam. No bo to ponad 5h bardzo intensywnego wysiłku, pogoda ma być mało sprzyjająca i wszystko się może zdarzyć. Czy nie zapultam się w piance? Czy noga wytrzyma 90 km ciśnięcia z maksymalną prędkością? Czy starczy sił na sensowny bieg? Czy uda się rozsądnie gospodarować piciem i jedzeniem, by nie zabiła mnie kolka? Czy Zuzka będzie tak niezawodna jak zawsze dotąd? Czy tysiąc osób na trasie to nie za duży tłok? No i do jasnej-ciasnej, czy dam radę dogonić Bo?!

Do zobaczenia w okolicach Malty. W sobotę od 17:30 (szczegóły w poprzednim wpisie) oraz w niedzielę od rana. Ten w panice ubierający piankę i sikający w nią ze strachu to będę ja.

Ten, w którym Wielki Wyścig jest tuż-tuż, a Bo i ja zostaniemy ajronmenem

Stało się. Kości zostały rzucone, miarka się przebrała, a naważone nawarzone piwo należy wypić. Do Wielkiego Wyścigu zostało kilka dni. Właściwie to już niedługo będzie można zacząć odliczać godziny do chwili, gdy stanę na linii startu (przy czym „stanę” to nieco na wyrost, bo start odbywa się z wody) Lotto Poznań Triathlon 2013, by po raz pierwszy w życiu zmierzyć się z dystansem half-ironman (1900m pływania, 90 km rowerem i 21,1 km biegu). Obym tylko nie zapultał się w piance, nie zechciał zdejmować skarpet przed biegiem i pił dość dużo, by się nie odwodnić, ale nie za dużo, by nie musieć eksperymentować z załatwianiem potrzeb fizjologicznych w trakcie jazdy rowerem, a będzie dobrze.

Ale to przecież nie będzie zwykły triathlon, bo to Wielki Wyścig! Decydujące starcie pomiędzy dwojgiem blogerów i biegaczy, którzy wymyślili sobie, że zostaną triathlonistami. Po jednej stronie Królowa Podkarpacia, Kleopatra Rzeszowszczyzny i mitologiczne połączenie Afrodyty z Ateną. To Ona stanowi odpowiedź na odwieczne pytanie: co było pierwsze, jajko czy kura? Amerykańscy naukowcy w końcu znaleźli odpowiedź: Bo. Jest alfą i omegą, a czasem… nawet gammą.

A z drugiej strony ja. Prędzej niż gammą jestem gappą, jak np. w ostatnią sobotę, kiedy to nie trafiłem na metę Biegu Powstania Warszawskiego. Ale w Poznaniu mam nadzieję, że meta będzie bardziej jednoznaczna;) Bez wątpienia w szybkim dotarciu do niej pomoże mi zamocowany na zuzkowej kierownicy obiekt drwin zazdrośników, czyli Pimpuś (niezorientowanych odsyłam tu: kliku-kliku), w biegu to już chyba jakoś sobie poradzę. Brata bliźnika Pimpusia wysłałem Bo, byśmy mieli równe szanse, ale na razie utknął gdzieś w odmętach magazynów Poczty Polskiej, mam nadzieję, że dotrze na czas…

Jejku! Rety! Co to będzie?
I Boshka i ja mamy swoje silne strony (o słabych lepiej nie pisać, bo i po co?). Za Bo przemawia doświadczenie (nazbierała tych pudeł już w tym roku…) i tempo pływania, za mną niezły rower i dobre bieganie. Liczę, że zrobię w Poznaniu półmaratońską życiówkę (aktualnie 1:39:19 z ubiegłej wiosny), ale jeśli warunki pogodowe będą takie jak w ostatni poniedziałek w Warszawie, to może być różnie. Oprócz nas na starcie stanie ponad 700 osób, niewykluczone więc, że w ogóle przez całe zawody się nawet nie zobaczymy i od kibiców będę dowiadywał się jak bardzo muszę cisnąć by ją dogonić. Bo że po wyjściu z wody będę gonić to bardziej niż pewne.

Specjalnie dla Was na fesjbukowym profilu blogaska będzie prowadzona na żywo przez NKŚ relacja:) Nie spodziewajcie się wpisów co minutę z aktualnymi czasami, ale podstawowe informacje o wyjściu z wody, tempie roweru czy biegu na pewno będą:) No i szybko dowiecie się jak dotrzemy na metę! Kto nie może stawić się w okolicy Malty w niedzielę przed południem, obowiązkowo śledzi WW na FB:)

Kąkórs nad kąkórsami
A właściwie to nawet trzy! Jak Wielki Wyścig, to wiadomo, że przekupstwo, nagrody, konkursy i loterie. Z okazji finału przygotowaliśmy dla Was aż CZTERY (jupiiii!) nagrody. Tzn, nie my przygotowaliśmy, tylko firma Huub Polska ufundowała (ukłony, oklaski, fanfary!). Do wzięcia są cztery pary okularków pływackich Huuba, kurde sam bym takie chciał! Dwie pary oksów do pływania na basenie i dwie do pływania w wodach otwartych (choć oczywiście to nie jest tak, że w tych drugich nie wpuszczą Was na basen;)).

Co należy zrobić, by wygrać takie czaderskie okularki?

  • A na przykład nic. No, prawie nic. Pierwszą parę oksów basenowych wylosujemy (za pomocą strony Losowe.pl) spośród WSZYSTKICH OSÓB, które zamieszczą jakikolwiek komentarz (przy czym komć z typem kąkórsowy jest już komciem jakimkolwiek;)) pod tym wpisem na blogu (lub oczywiście pod odpowiednim wpisem na blogu Bo). Możecie dawać i 50 komci, ale w losowaniu weźmiecie udział i tak tylko raz. Bardzo prosimy, by Wasze podpisy były unikalne, podpisujcie się nickami, imionami i nazwiskami itd., by można było Was zidentyfikować.
  • Oksy drugie basenowe dostanie osoba, która zaproponuje/wymyśli najfajniejszą rymowankę/wiersz biały/okrzyk/hasło zagrzewające nas (jedno lub dwoje do walki). Ma być krótkie (dwa wersy) i chwytliwe:) Na przykład: „Nie daj się Bo, nie daj, Krasusowi kosę na biegu sprzedaj!” albo „Coca-cola cola Pepsi, Bo i Krasus są najlepsi!” – takietam nic skomplikowanego:) Borman, Twoje punkowe szaleństwo przy konkursie u Mańka mnie urzekło, liczę na Ciebie i teraz!
Oksy Huuba, najlepszy sposób,

by na basenie wyglądać pro!

  • Oksy ołpenłoterowe nr 1 powędrują zaś do osoby, która najlepiej wytypuje (a nie mówiliśmy, że warto mieć deal z jakąś ogarniętą Cyganką?) wynik naszego całego ajronmena! Wszak pół i pół to cały, więc razem z Bo zostaniemy całym ajronmenem, ha!:) Tu oczywiście podajemy wynik w formacie GG:MM:SS, czyli np. 9:59:44 (hahaha, dobre, co?).
  • Oksy nr 2 do pływania w wodach otwartych otrzyma ktoś, kto najtrafniej wytypuje różnicę w naszych wynikach podczas 1/2 IM w Poznaniu, czyli wynik Wielkiego Wyścigu, najważniejszego pojedynku tego roku. Trzeba napisać: Bo wygra o 10 min. 20 sekund. Albo (a nawet lepiej!) Krasus dokopie Bo o 20 min. i 44 sek. Ważne, by typ był jednoznaczny. 1:12 to nie wiadomo, czy oznacza 1h:12min, czy 1min:12sek. Więc lepiej podać 1:12:00 lub 0:1:12. No i trzeba wskazać kto wygra;)
Oksy ołpenłoterowe, dodają +8 do pływackiej stylówy
i odejmują 6 sekund na każde 100 m dystansu!

W sprzyjających okolicznościach przyrody marzyłoby mi się 5:10, a może i lepiej, ale jakie okoliczności będą, to diabli wiedzą, bo pogoda ma być iście tropikalna, więc 5:20-5:25 jest możliwe. Wynik słabszy niż 5:30 uznam za porażkę bez względu na warunki. Bo zapewne napiszę coś o sobie na blogasku, ale weźcie na to poprawkę. Każdy miał chyba w podstawówce i szkole średniej koleżanki, które przed sprawdzianem mówiły, że nic nie umieją, a potem były piątki od góry do dołu!

Jedna osoba może wziąć udział we wszystkich konkurencjach naszego wielkowyścigowego kąkórsu, ale dla ułatwienia prosimy, by odpowiedzi zamieszczane były w oddzielnych komentarzach. Czyli np. Jan Kowalski dodaje trzy komcie, w każdym podając odpowiedź na inną konkurencję, a dodatkowo weźmie udział w losowaniu czwartych oksów, których rozmiar i kolor zwycięzcy będą mogli sobie sami wybrać:) Aha, jedna osoba może wygrać tylko jedne okularki, więc gdyby jakiś super-wróżbita wygrał dwie konkurencje i jeszcze ułożył najfajniejszy wierszyk ever, to i tak dostanie tylko jedne oksy, a drugie przekażemy kolejnej osobie. W losowaniu udział wezmą wszyscy poza zwycięzcami trzech pozostałych konkurencji.

Zgłaszać swoje typy, propozycje i rozwiązania można do 4 sierpnia br. (niedziela) do 9:30, w przypadku dwóch takich samych typów obowiązuje sprawdzona zasada kto pierwszy ten lepszy. Potem już tylko modlitwy o deszcz, trzymanie kciuków i bicie braw bohaterom Wielkiego Wyścigu i ich rywalom.

Spotkanie dla kibiców Wielkiego Wyścigu
I jeszcze najważniejsze. To chyba najwspanialsza nagroda. Któż nie chciałby spotkać Bo osobiście lub uścisnąć dłoń Krasusa? Osoby, które będą w okolicy Poznania w najbliższy weekend zapraszamy na mini-piknik dla znajomych i nieznajomych kibiców WW:) Wpadajcie tłumnie, każdy będzie mile widziany. Spotkajmy się nad Jeziorem Maltańskim w Poznaniu, pod koniec ul. Wileńskiej przy Malcie o godzinie 17:30. Będziemy tam do około 18:45, bo potem mamy odprawę. Jest tam kilka drzew, będzie się gdzie schować w cieniu, a przy Termach Maltańskich jest parking, gdzie można zaparkować furę. No to co, kto wpada na mały wielkiowyścigowy spocik?:)

Mapka, byście się nie tłumaczyli, że nie wiedzieliście, gdzie się spotykamy;)

Ten, w którym Ola i Agata wymiatają

Szanowne żiri nieźle musiało się napocić, nakłócić i nadyskutować, by uzgodnić jakiś kompromisowy werdykt w kąkórsie obrazkowym, który z okazji Wielkiego Wyścigu zorganizowaliśmy ze sklepem Natural Born Runners. Werdykt nie był łatwy. Bo nalegała by wyróżnić wytatuowane na męskim pośladku „LOVE BO”, ja optowałem za „KRASUS, WYJDŹ ZA MNIE” wymalowane na damskim dekolcie. Ostatecznie postanowiliśmy nie szukać dodatkowych odsłon i lajków za pomocą cycków czy pośladów i zostawiamy te prace dla siebie, a nagrodzimy kilka innych. No właśnie, kilka! Miały być dwie nagrody od NBR, ale zostaliśmy urzeczeni kreatywnością niektórych uczestników i wysupłaliśmy kolejne dwa upominki z zapasów otrzymanych od Wydawnictwa Galaktyka. Mamy nadzieję, że nie macie nam tego za złe?:)

Otóż: w konkursie „Poka swoje kibictwo” w kategorii „wspieram Krasusa” główną nagrodę w postaci zajefajnych stuptutów od naszego ulubionego sklepu Natural Born Runners otrzymuje …TARARARARADAM… Ola D., która w trakcie długiego treningu wybiegała na warszawskiej Woli napis „Krasus the best”, co kompletnie mnie rozwaliło:) Próbowałem kiedyś biegać w kształtach i jest to kosmicznie trudne, kapelusze z głów przed Olką!:)

W zupełnie inną stronę poszła zwyciężczyni (nagradzamy dwie kobiety, przypadek?;)) w kategorii „wspieram Bo”, czyli Agata L., która otrzymuje pas do biegania od Natural Born Runners. Ja właściwie nie wiem, co powiedzieć na pracę Agaty, zobaczcie sami. Polecam obejrzeć w wysokiej rozdzielczości i zwrócić uwagę na kunszt autorki, który pozwolił jej usadzić mnie na Pimpusiu;)

Oprócz dwóch powyższych postanowiliśmy książkami nagrodzić prace Wybieganego oraz Mista. Ten pierwszy dostanie „Dogonić Kenijczyków”, a drugi „Bez ograniczeń” – oba tytuły oczywiście z półki Wydawnictwa Galaktyka.

Zwycięzców bardzo prosimy o kontakt mailowy na jeden lub dwa z adresów: run.bo.blog@gmail.com lub krasus.biecdalej@gmail.com. Jednocześnie przypominamy, że poszukiwany jest Kuba, autor „kręcikoła”, który został laureatem poprzedniego kąkórsu , a jak dotąd się z nami nie skontaktował. Kuba, odezwij się na maila lub na FB.

A Wielki Wyścig jest już bliżej niż dalej, już panikuję. Właściwie, to wiele już chyba nie zdołam zrobić w ramach przygotowań. Pływać i tak się nie nauczę, Zuzka gotowa do drogi, mi pozostaje w ramach motywacji zrobić nową życiówkę na 10 km podczas sobotniego Biegu Powstania Warszawskiego, a potem już tylko wypoczywać i jeść makarony. A jakoś przed połową przyszłego tygodnia spodziewajcie się wpisu z głównym kąkórsem. Dzięki Huub Polska do dyspozycji mamy aż CZTERY nagrody, oj będzie się działo nie tylko w Poznaniu, ale w całych tych internetach!

Przypominamy, że na bieżąco o przygotowaniach do WW informujemy w odpowiednim miejscu na Fejsie. Zapraszamy też na forum xTri, gdzie WW doczekał się swojego wątku, a tam jeden z forumowiczów również przygotował ciekawą pracę kąkórsową.

Wielki Wyścig pojawił się też na innym portalu triathlonowym, Tri-fun.pl, gdzie z Bo odpowiadamy na pytania jednego z redaktorów. Klikajcie!;)

Ten, w którym Pimpuś odnajduje brata i znów jest konkurs

Znacie Pimpusia, nie? Niektórzy się z niego naśmiewają, wielu powątpiewa w magiczne moce, ale ja wiem swoje: działa. W starej księdze wiedźmińskiej znalezionej w Kaer Morhen napisano, że zamocowany na szosońskiej kierownicy Pimpuś chroni przed złymi urokami, dodaje pi przez dwa kilometrów na godzinę do średniej prędkości (nie pytajcie dlaczego akurat tyle, nie mam pojęcia) oraz 10 pkt do triathlonowej stylówy.

O tym, że nie są to żarty przekonało się w Mrągowie 77 osób, które wyprzedziłem na etapie kolarskim (fajnie jest wolno pływać!;)) i nie mam wątpliwości, że tak samo będzie na kolejnych zawodach w Poznaniu i Borównie.

Owszem, na pewnym_portalu_aukcyjnym można kupić rowerowe trąbki całkiem podobne do Pimpusia, ale nie łudźcie się, ich działanie jest żadne. Nawet trąbić porządnie nie potrafią. Po tym jak (dzięki Pimpusiowi oczywiście) udało mi się podczas ostatniego treningu na dystansie 90 km utrzymać średnią prędkość 33 km/h uznałem, że tak być nie może. Biedna Bo nawet moich pleców w Poznaniu nie zobaczy jak będę tak mknął. Chciałem więc Pimpusia zdjąć, by wyrównać szanse. I gdy już wyciągałem śrubokręt celem demontażu WTEM! dostałem cynk, że w odmętach lochów pewnego miejsca odnaleziono zahibernowanego pimpusiowego brata bliźniaka!

Brat bliźniak Pimpusia, wciąż w hibernacyjnej folii

„Wolne żarty!” zakrzykniecie. Ale sprawdziłem i faktycznie działa. Nie wiem jeszcze jak ma on na imię, ale pewnie niedługo się dowiem, bo…

No właśnie, bo co? Bo Bo! Postanowiłem wytrącić wielkowyścigowej rywalce mocny argument z ręki jak już przegra. Nie będzie już mogła powiedzieć, że stosuję nieczyste zagrywki, sama też będzie mogła z nich skorzystać:) Szanowna Bo, wysyłam Ci pimpusiowego bliźniaka, niech Ci służy wiernie i godnie, a w Poznaniu niech wygra lepszy, a siły nieczyste niech służą nam obojgu, howgh! Jedynym warunkiem jest nadanie mu imienia, bo kucyki działają tylko, gdy mają imię. Bo, przyjmujesz wyzwanie?

A tak, dla przypomnienia, wygląda Pimpuś w akcji:)

Ale, byście nie mówili, że nic dla Was nie ma to zróbmy kolejny szybki kąkórsik z okazji Wielkiego Wyścigu:)

„Wymyślamy rower na nowo” – wyobraźcie sobie świat, w którym nie istnieją słowa „rower”, „bicykl”, „bajk” itd. I wymyślmy nowe określenie na ten pojazd. Może być jednoczłonowe, np. „dwukół” czy „człowiekowóz” lub też kilkuczłonowe, jak „pojazd służący do przemieszczania”.

I, co za niespodzianka, znów można coś u nas wygrać! Tym razem ulubione rowerowe SPA Zuzki, czyli Profesjonalny Serwis Rowerowy zarzuciło hamerykańskiej produkcji smarem w sprayu Pedro’s Lixuid X, dokładamy do tego książkę „Bez ograniczeń” od naszego ukochanego Wydawnictwa Galaktyka.

Konkursik jest szybki i prosty, więc rach-ciach, macie 48h na wymyślenie roweru na nowo:) Dwa najlepsze rowery zostaną nagrodzone, czas start!

Aha, i powołując się na Pimpusia, Zuzkę lub ewentualnie mnie, na usługi rowerowego SPA dostaniecie 10 proc. zniżki:)

Przypominam też, że trwa kreatywny konkurs „Poka swoje kibictwo” z naprawdę fajnymi nagrodami od Natural Born Runners. No i słuchajcie. Bo dostała już kilka maili z bardzo ciekawymi pomysłami, a ja kompletnie nic. Null, zero, dupa! Ja wiem, że wszyscy kibicują Bo, ale chyba nagrodą to Was kupię, co? Tym bardziej, że można wysyłać prace wspierające zarówno Bo, jak i mnie.