Archiwa kategorii: Zuzka

Ten, w którym Zuza ma głos

Co się dzieje? Już 20 minut od startu, a w strefie zmian wciąż pusto? Gdzie mój Krasusek, gdzie wszyscy inni? O, jest, jest pierwszy! Hej, kolego, co się stało? Opóźniony start? Że wiatr porwał bojki i ruszyliście 20 minut później? Fiuuu, to się naczekam…

Są następni, kolejni i jeszcze inni. I nawet znajome twarze, o, Paweł. Kurde, przecież on dobrze nie pływa, więc zaraz powinien być i Krasus. Jesteś! 19:31? Całkiem w pytkę, ale chyba trasa była skrócona, co?;) Zygzakowałeś? A czego się spodziewałeś, przecież nawet na basenie Ci się zdarza. Ważne, żeś się nie utopił i nie zgubił okularków. 144 miejsce na 190 to w sumie zgodnie z oczekiwaniami, więc nie narzekaj.

Dość gadania, ściągaj piankę, migusiem! Garmin w zęby i ściągaj nogawki. Nogawki! Nie ręką, nogą będzie szybciej, przydepnij sobie. Człowieku, nie przysiadaj! Kask! Przecież deszcz leje, nie masz się co wycierać, daruj sobie. Zakładaj skarpetki, buty, zjedz batona i jazda. No szybciej! 3:34 w strefie zmian. Facet, ze 190 osób 153 przebrały się szybciej niż Ty. Ruszaj zadek!!!

Lecimy. Okulary parują od deszczu, żaden z nich pożytek, wrzuć do kieszeni. Najpierw kilkaset metrów bruku. Na wszystkie smary tego świata, ale trzęsie! Musisz już tutaj wyprzedzać?! Zobacz, oni jadą 15 km/h, nie musisz cisnąć 25! Uff, asfalt… Pierwszy podjazd. O, Joasia Jabłczyńska! A ktoś sobie żartował, czy damy radę ją wyprzedzić, Piotruniu, udało się:) Ciśnij, pedałuj!

Szósta osoba wyprzedzona, 6:0 dla nas! Tylko czemu Garmin nie pokazuje odległości i średniej prędkości? Cholera, zgubił GPS na końcu pływania i się nie połapał do teraz, masakra. Dobrze, że mamy czujnik kadencji i prędkości, przynajmniej wiesz jak szybko jedziemy.

Zielony Domek, tu się zatrzymaliśmy. Fantastyczne miejsce, ale warto potwierdzać rezerwację, bo może zdarzyć się tak, że przyjedziecie i nie będzie dla Was miejsca;)

Kilkusetmetrowy podjazd w okolicy cmentarza, czy Ty nie przesadzasz? 25 km/h pod górkę? To naprawdę spora górka! Zobacz, że cały czas wyprzedzasz, zajedziesz się i nie będzie siły na bieg. Już 20 osób, a to dopiero niespełna ćwierć dystansu. Dobra, dobra, już jestem cicho.

Fiufiu, pagórkowato. Ciekawe jak pójdzie, bo przecież po górkach to my nie jeździliśmy ani razu. Wysoka kadencja to chyba dobry pomysł. Wyprzedzamy. A co to, pięć osób razem? Helo, chłopaki, drafting jest zabroniony! Ziuuuu, wyprzedzony cały peleton. Zjedz coś. Zawrotka i powrót do Mrągowa. Będzie z górki. Tylko mocno się trzymaj, bo asfalt najlepszy nie jest, ponad 50 km/h, porąbało? Deszcz leje! Pimpusia ostro telepie na boki na tych dziurach, oby nie spadł!

Pimpusiem rzucało na dziurach, ale dał radę:)

Co Ty tam brzęczysz pod nosem? Śpiewasz? Happysad? Aleś sobie repertuar dobrał, by Cię dunder świsnął.

że od końców naszych stóp
po końce naszych dłoni,
do końca świata, aż po grób

Ale w sumie to… coś w tych stopach i dłoniach jest. Chyba jeszcze nigdy nie byliśmy tak bardzo jednością jak teraz. Dłonie muskają klamkomanetki, raz baranek, raz górny chwyt. Prąd pływa od stóp do rąk, przez korbę, ramę, kierownicę i dalej w kółko. Noga pracuje mocno, pełne 360 stopni obrotu to przekazywanie napędu na koła. Ach, SPD to fantastyczny wynalazek.

że od końców naszych stóp
po końce naszych dłoni,
do końca świata, aż po grób

Ale uwaga, uwaga, znów bruk! Chryryryryryste, ale trzęsie! „Zwolnij ziomuś, bo tu się ludzie wypier…” – słyszałeś co kolega kibic powiedział? No to zwolnij. O, ładnie, udało się. I teraz ciśnij! Jedna pętla za nami, niecałe 42 minuty to całkiem nieźle jak na trudność trasy. Z górki, pod górkę, drugą pętlę chcesz szybciej? Och, Ty szalony… Żel, pora na żel, jedz rozsądnie i zapijaj. Gamoniu! Jak mogłeś wyciągając żel zgubić oksy?! Dobrze, że kosztowały 40 złociszy (a niektórzy się śmiali), kupisz kolejne.

że od końców naszych stóp
po końce naszych dłoni,
do końca świata, aż po grób

I znów wyprzedzasz? To już 50 osób! Oszczędzaj siły na bieg. O, faktycznie, nas nie wyprzedził jeszcze nikt, ale jaja! Uwierzyłbyś przed startem, że tak nam będzie szło? Przecież znamy się od paru miesięcy, przejechaliśmy razem 850 km, to nawet nie jest zbudowanie bazy, a tu tak ładnie idzie. Może jakiś Tour de France za rok?;) Dajesz, dajesz, nie oszczędzaj się! 70 wyprzedzonych osób, jeszcze dwa kilometry. 77 łykniętych przeciwników, juhuuuuu!

że od końców naszych stóp
po końce naszych dłoni,
do końca świata, aż po grób

Jeszcze tylko kawałek bruku i będzie koniec, ale błagam, ostrożnie! Widziałeś tych zakrwawionych ludzi? Widziałeś pogięte ramy? Chyba nie chcesz mi zrobić krzywdy, co? No to zwolnij. O nieeeeeeeee, na ostatnim bruku wyprzedził nas jeden jedyny zawodnik… Ale przynajmniej z Bydgoszczy, można mu to wybaczyć, a 76 na plusie to świetny wynik (45 km w 1:21:49). Ze 144 miejsca po T2 wspięliśmy się na 68, KOSMOS, chłopaku!

Teraz T2, rach-ciach, zmieniaj buty. Hej, gościu, dlaczego Ty zdejmujesz skarpetkę?! Zdrętwiałe stopy rozgrzeją Ci się na biegu, nie marnuj czasu! Nie jedz, nie pij, bo kolka złapie. 2:11 w T2, 146 osób przebrało się szybciej, chłopie, ogarnij się.

Gotów? No to śmigaj, wyprzedzaj dalej, do samej mety mój Drogi, pędź!

I co ja tu teraz w tej strefie zmian sama będę siedzieć i się denerwować…? Podjadę kawałek popatrzeć. Jest, widzę. Dobrze, pierwszy kilometr powoli, żeby się nie zajechać. Potem coraz szybciej. Jasna dupa, na drugim kilometrze łapie się za brzuch, znów kolka?! Opanuj, ściśnij mięśnie, wytrzymaj. Ciśniesz, wyprzedzasz. Sprawdzaj każdemu numer, czy jest z Twojego dystansu. Trzy, pięć, siedem osób – wyprzedzasz! Łyk wody na punkcie i lecisz dalej.

Wyprzedzasz, ciśniesz. Kilometry po 4:13-4:15, wow! Ale czy to nie za szybko? Przecież to tylko kilka procent wolniej od życiówki. Ale tętno poniżej 170 to chyba dobrze, napieraj dalej. Łyk wody na punkcie, co się tak cieszysz? No fajnie jest wyprzedzać, już 20 osób, ale skup się, biegnij! Kolejne osoby, jak pięknie! Łydka podaje jak nigdy, Brooksy Pure Cadence odbijają się od nawierzchni jakby miały sprężyny w podeszwie, co za dzień! Jeszcze kilometr do mety, przyśpieszaj! 27 wyprzedzonych osób przez 45 minut, cudownie! Biegnij, biegnij, jeszcze 100 metrów!

Hej, stary, co Ty robisz? Dlaczego zwalniasz przed ostatnią prostą?! Łomatko, na 100 metrów przed metą zachciało mu się kraść całusa stojącej przy bandzie NKŚ! Romantyk się znalazł. No, ruszaj. Ostatnie metry, a ten się cieszy jak głupi, macha rękoma i przybija piątki z kibicami. Dobrze, że przewaga spora to nikt go nie wyprzedzi. 10,5 km biegu w 45:20, zasłużyłeś na buziaka! Nareszcie meta!

2:32:25 w triathlonowym debiucie, spisałeś się Misiu-Pysiu, ale poćwicz w domu przebieranie:)

Przez 2 godziny roweru i biegu się uśmiechałem,
start w Mrągowie to była czysta radość z uprawiania sportu!

Jeszcze jedna moja relacja z Mrągowa napisana dla TRI-book: kliku-kliku.

Ten, w którym Zuza jest szczęśliwa

- Co tak szczerzysz zęby kierownicę?
- Aaaa… nic takiego…
- No mów, przecież nie mamy przed sobą tajemnic, nie?
- Ach, bo… bo ja w spa byłam.
- Haha, w spa?! Przecież jesteś rowerem, rowery nie mają spa!
- A ja byłam! W rowerowym spa, takim prawdziwym! W Profesjonalnym Serwisie Rowerowym Bikeservice.com.pl.
- I co, może zaznałaś romantycznych kąpieli przy świecach i masażu pianą?
- …

- Nie wierzę, nie wierzę…
- To nie koniec. Zostałam potem zabrana do takiego miejsca i… i co ja tam widziałam!
- No co takiego?

- Jakie przerzutki, jakie klamkomanetki, kup mi, kup mi proszę. Linki prowadzone pod owijkami, płynne działanie i…
- Zuzka, nie ma mowy! Wiesz dobrze, że jedziemy już po bandzie jeśli chodzi o wydatki na Ciebie. Fitting i opony to ostatnie moje wydatki na Ciebie.
- Sknera jesteś…
- Sknera? Ja sknera?! Wiedziałem, że nadawanie Ci żeńskiego imienia źle się skończy. Masz nowy mostek?
- Mam.
- I nową wypasioną sztycę?
- Mam…
- I wyregulowane wszystko na tip-top i dopasowane najlepiej jak można?
- No mam.
- I pozbyliśmy się zbędnej zębatki z przodu?
- No tak…
- No to jazda, zakładka sama się nie zrobi, a Wielki Wyścig coraz bliżej!

Tak, ten tekst zawiera lokowanie produktu jak diabli.
Polecam usługi Bikeservice.com.pl. Naprawdę warto,
choć… to trochę na końcu świata;)

Ten, w którym pęka stówka

- Trzeba było się na słońce posmarować.
- Ja tam się posmarowałem, zawsze to robię.
- Mówię, że trzeba było się na słońce czymś posmarować!
- A ja mówię, że się posmarowaaaaaaaaaa…. JEBUT!!!

Właśnie dlatego długo wzbraniałem się przed pojeżdżeniem z kimś rowerem. Wiedziałem, że jak się zagadam, to zgubię koncentrację i zaliczę glebę. I tak się stało. Na drugich albo trzecich światłach, zanim w ogóle wyjechaliśmy z Bemowa, nie wypiąłem się z pedałów i zadebiutowałem w leżeniu na asfalcie. Na szczęście ani Zuzce, ani mi nic się nie stało (starte kolano to przecież nic) i pojechaliśmy dalej.

Dużo, dużo dalej, bo w końcu przejechałem swoje pierwsze 100 kilometrów! STO-mili-Państwo-KILOMETRÓW! Łącznie stoper zatrzymał się na dystansie 103,5 km w 3 godz. i 25 min.

I jak było, zapytacie? No jak, zapytacie?! A nieważne, i tak się pochwalę;)

Wiatr to zuo!
Wiatr robi różnicę, a jak się jedzie po drodze między polami to robi cholerną różnicę. Minusem tras na zachód od Warszawy jest to, że zwykle wieje od wschodu, co oznacza, że na początku wiatr jest w plecy, a wraca się z takim wmordęwindem, że głowę urywa. Utrzymanie prędkości 27 km/h było bardzo trudne i ledwie nam się to udawało, a i tak nie zawsze. Piździło (mam nadzieję, że nieletnich tu nie ma…) tak, że nawet jazda na kole niewiele pomagała. No właśnie…

Zasłużona wołowinka na obiad!

Jadę na kole!
Sądziłem, że to będzie łatwiejsze. Ot, łapiesz się za kimś i jedziesz. Tja, przy prędkości 33 km/h albo i więcej jedź 30-40 cm za kimś i zamiast na drogę patrz na jego oponę lub ewentualnie łydki. Proszę się nie śmiać, ale ja się po prostu boję! I jak jechałem z tyłu to raczej metr niż pół metra za prowadzącym. Ale pod koniec trochę już załapałem co i jak i trochę z tego skorzystałem, ale na pewno jest to element, nad którym muszę jeszcze popracować. Choć z drugiej strony na dystansach ajronmeńskich drafting jest zabroniony, więc de facto nie wiele mi to da.

100 km to daleko i z powrotem
Praktycznie każdy mój kolejny trening to wydłużanie dystansu. 30, 35, 51, 64 i w końcu ponad 100 kilometrów! To daleko jak diabli. Z Warszawy pojechaliśmy do Leszna, pod Nowy Dwór Maz. i z powrotem. Się jedzie i jedzie. I potem jeszcze jedzie. Owszem, treningowo to sobie można stówkę łyknąć, ale 90 km na wyścigu to będzie masakra, bo nie ma wtedy odpuszczania czy odpoczywania. A przecież potem trzeba będzie jeszcze przebiec półmaraton, hoho…

Rekord za rekordem
Mimo tego, że był to mój najdłuższy trening, pobiłem wszystkie swoje kolarskie rekordy:) Do wylistowanych przez Endomondo (poniżej) należałoby jeszcze dodać 5 km w 8:16 i 10 km w 17:08. Na pewno sporo pomógł w tym fakt, że parę razy zebrałem się w sobie i odpocząłem chwilę na kole Piotrka, ale ogólnie jak na ledwie 3-4 miesiące treningów to myślę, że jest nieźle:) Ach, no i nowy oficjalny rekord prędkości! Z lekkiej górki wyszło 55,6 km/h, tym razem nie wyłączyłem Garmina i jest dowód dla potomnych.

Się bije rekordy!

Jeżdżenie na rowerze jest fajne
Trenując sobie na kolarzówce można zobaczyć całkiem ładny kawałek Polski. W środę byłem w Chojnowskim Parku Krajobrazowym, dziś przejeżdżaliśmy przez Kampinoski Park Narodowy. W pierwszym żyje 100 gatunków ptaków oraz kilkadziesiąt ryb, gadów, płazów i ssaków, a drugi znajduje się na światowej liście rezerwatów biosfery UNESCO i chwali się m.in. najlepiej zachowanym kompleksem wydm śródlądowych w Europie, a żyją w nim m.in. bobry, łosie i rysie!

Wiosną zieleń jest najbardziej soczysta, w połączeniu z błękitnym niebem i ciszą wynikającą z oddalenia od Warszawy stanowi dla mnie esencję zdrowego spędzania czasu. Pedałując tak sobie odczuwam prawdziwą wolność. Gdyby ktoś miał ochotę wybrać się na fajną weekendową wycieczkę to polecam okolice Prażmowa i Zalesia Górnego, tam jest naprawdę rewelacyjnie i nie wieje tak jak na zachód od stolycy;)

I jeszcze szczegóły trasy dla zainteresowanych.

Ten, w którym następuje triathlonowy przełom

PIĄTEK
Pobudka o 6:10. „Kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje” – wolny tor na basenie. Pływam 35 minut i gdy już zaczynam zbierać się do szatni nagle staje się TO. Jak mantra powtarzane przez Karola od kilku miesięcy wskazówki („wyciągaj się do końca”, „ręka aż do uda”, „rotuj, rotuj!”), nagle, zupełnie niespodziewanie, składają się w jedną całość! Razem z tym, że zacząłem oddychać „na trzy” (wcześniej dawałem radę tylko „na dwa”) i okazuje się, że nagle pływam szybciej i płynniej. Czytałem w podręcznikach, że tak się dzieje, ale nie oczekiwałem, że przejście nastąpi tak nagle. Już się nie mogę doczekać poniedziałkowego treningu:)

NIEDZIELNE PRZEDPOŁUDNIE
Kupiłem piankę! To były moje drugie testy. Po 2XU i Sailfishu przyszła pora na BlueSeventy. Już pierwsze kilka basenów w piance pokazało, że będzie to słuszna inwestycja. Ze względu na słabość mojego pływania pianka ma spore znaczenie – podnosi mi nieco nogi i zadek, dzięki czemu osiągam lepszą pozycję w wodzie. Najtańszy model B70 Sprint nie za bardzo mi leżał, ale wyższy Fusion (o taki: http://www.endushop.pl/blue-seventy-fusion.html) przypasował idealnie. A że cena była korzystniejsza niż 2XU i Sailfisha, decyzja sama się podjęła, mam piankę:) Niech tylko zrobi się naprawdę ciepło, by można było zacząć pływać w jeziorach:)

NIEDZIELNE POPOŁUDNIE
Na tę chwilę czekałem dwa miesiące. Mimo namów Arka nie zdecydowałem się na wspólne pedałowanie. Ten pierwszy raz był dokładnie zaplanowany. Usadziłem Zuzkę w samochodzie (love kombi – nie muszę nawet przedniego koła wyciągać!) i pojechaliśmy na budowaną niedaleko ekspresówkę S2. W znanym mi miejscu zaparkowałem auto, przeniosłem Ją przez błoto (przecież nie mogła się ubrudzić, nie?!) i… stało się.

Kilka wniosków z pierwszej jazdy:
1) Zimno i wieje! Ubrałem się jak na bieganie w -2 stopniach i szczękałem zębami. Rękawiczki rowerowe też nie wystarczały!
2) Nie spodziewałem się, że tak łatwo jest szybko jeździć. Zacząłem pedałować, przycisnąłem trochę i na liczniku pokazało się 40 km/h, a nie jechałem bynajmniej z górki! Aż się wystraszyłem i musiałem zwolnić;) Potem z wiatrem bez większego problemu osiągnąłem 48 km/h!
3) Przenoszenie mocy z nóg na korbę za pomocą systemu SPD-SL jest niesamowite. Na trenażerze zdecydowanie tego tak nie czuć.
4) Utrzymanie równowagi nie jest takie proste, ster jest dużo bardziej czuły niż w normalnym rowerze.
5) Chcę więcej, jak najszybciej!

Ten, w którym przeprowadzam dochodzenie

Afera, skandal i szok! Amber Gold, rozporek Clintona i dziadek Tuska to przy tym pikuś, jeden wielki pikuś. Ale po kolei, bo pewnie zaczęliście się już martwić (i słusznie!).

Wracam ja w poświąteczny wtorek z fabryki. Wchodzę do domu, a tam rozpierducha jakiej świat nie widział! Słychać krzyki, szlochanie i wołanie o pomoc, a ze skrytki, gdzie trzymamy m.in. obuwie i sprzęt sportowy wydobywa się kurz.

Przeprowadziłem małe śledztwo (nie na darmo w tajemnicy przed rodzicami oglądało się seriale kryminalne w czwartkowe wieczory, ha!) i oto jakie zeznania udało mi się zebrać (ze względu na ochronę danych osobowych imiona oskarżonych zostały zastąpione inicjałami):

Brooks (1 rok): Spokojnie rozgrzewaliśmy się przed dzisiejszym bieganiem, gdy znienacka nas zaatakowano! Były ich tłumy, bili, kopali i jeździli po nas!

Adidas (2 lata): Rzucili się na nas jak zwierzęta, to było bezduszne… W oczach mieli mord, jedynym celem było unicestwienie nas.

Adidas (1,5 roku): To się nie godzi. My tu we wspólnocie żyjemy i nagle taki atak? Żeby sznurówki wciągnąć między zębatki a łańcuch?!

Inov-8 (1 miesiąc): Toturowanie niebieską oponą to jawne łamanie Konwencji Genewskich, żądamy eksmisji tych bandytów!

Niczym Kojak rozpakowałem lizaka, jak Columbo wyciągnąłem z kieszeni jajka na twardo i cygaro, popatrzyłem w lustro na swoją koszulkę Pumy a’la Borewicz i postanowiłem przesłuchać kogoś bardziej bezstronnego. Na podłodze leżała nieco zmaltretowana Podrabiana Kubota z Tesco.

Podrabiana Kubota z Tesco (8 lat): Wszystko widziałam. Ale zacznijmy od tego, że nie jestem podrabianą Kubotą, a oryginalnym Hero by Wrangler! Owszem, może inspiracją dizajnera były Kuboty, ale inspirowanie się to nie podrabianie!

Krasus: Kubota, do rzeczy, nie zajmuj mi tu czasu antenowego na blogu!

Podrabiana Kubota z Tesco (czyli Hero by Wrangler): No więc było tak. Dzisiaj rano po śniadaniu, a zjadłam dwie białe skarpety…

Krasus: Kubota, nie zalewaj, mów co widziałaś!

Podrabiana Kubota z Tesco (czyli Hero by Wrangler): Już, już, bez nerwów! Wypoczywałam po śniadaniu gdy usłyszałam jakiś rumot i zobaczyłam, że Z. (2 mies.) zrzuciła kask z szafki i jedzie w kierunku półki z butami. Jednocześnie jeden z S. (6 mies.) rzucił się na wypoczywające po weekendzie Inov-8, a drugi skoczył na szykujące się na wieczorny trening Brooksy. Z. złapała sznurówki trialowych Adiasów i wkręciła je między przednią zębatkę a łańcuch. Musiałam się schować, bo nie mogłam więcej patrzeć.

Krasus: I to wszystko?

Podrabiana Kubota z Tesco (czyli Hero by Wrangler): Nie, nie, wychynęłam zza węgła i zobaczyłam, że S. trzymał jednego z Inov-8, a Z. zaczęła po nim jeździć tą potworną niebieską oponą. Ten próbował się wyrywać, ale był bez szans. Potem straciłam przytomność, bo atakująca Brooksy Z. przejechała mi po rzepie.

Zacząłem analizować fakty. Wszystko wskazuje na to, że wyglądało to mniej-więcej tak:

Postanowiłem stawić czoła faktom i porozmawiać z oskarżonymi.

Krasus: Z., S., czy to co mówi Podrabiana Kubota i reszta to prawda?

Z.: Jasne że prawda! Jak mogłeś, jak mogłeś…? Calutki długi marzec, a Ty co…?

Krasus: No jak co? Super-hiper życiówka w maratonie, pierwsza ever wygrana w biegu na orientację i całkiem udany debiut w roli zająca na Półmaratonie Warszawskim – to był świetny miesiąc!

Z.: Owszem, świetny miesiąc… BIEGOWO! A przypomnij mój drogi, co jest największym wyzwaniem tego roku?

Krasus: Półajronmen…

S. lewy: Na który składa się…?

Krasus: … 1,9 km pływania, 90 km na rowerze i 21,1 biegu.

S. prawy: No właśnie, bieganie to tylko jedna z trzech części! A spójrz na dane z Endomondo. Co widzisz?

Krasus: 205 przebiegniętych kilometrów, 508 długości 25-metrowego basenu i 3h20min. spinningu…

Z.: Czy po to kupiłeś trenażer żeby używać go cztery razy w miesiącu po niecałej godzinie? Po to sprowadzałeś mnie z drugiego końca Polski żebym tu stała i patrzyła się na siebie? Czy naprawdę sądzisz, że trenując tyle ukończysz ½ IM w sensownym czasie?

Krasus: Bo ja się…

S. prawy: Nie mówi się „boja się” tylko „boję się”! Ale to dobrze, że się boisz, bo 90 km się samo nie przejedzie! Do startu w Poznaniu zostały cztery miesiące, a w Borównie/Bydgoszczy pięć miesięcy. To czas, w którym musisz przygotować się na przejechanie tego dystansu w co najwyżej 2h50min. Zrozumiano?!

Krasus.: Tak, ale…

Z.: Żadnych „ale”! Od teraz tygodniowo spędzasz na siodełku co najmniej tyle, co przez cały marzec, kręcisz w tlenie i modlisz się, żeby jak najszybciej przyszła wiosna. Czy wyrażam się jasno?!

Krasus: Tak jest!

W końcu udało mi się ogarnąć sytuację.
Biegowe buty wróciły na swoją półkę
i w spokoju oczekują na kolejne treningi.

Niestety, obrażenia jakich w trakcie walk doznały
Adidasy Kanadia są zbyt poważne i przyjdzie mi się z nimi pożegnać…

Dobrze, że się ten styczeń skończył

Rok 2013 zacząłem z przytupem. Ponad 39 gorączki i ostra infekcja górnych dróg oddechowych zafundowały mi tygodniową przerwę we wszelkich treningach i „Sylwester z Polsatem”. Przez tydzień siedziałem w domu, by potem powoli wrócić do ruchu. Starałem się zajęcia wprowadzać spokojnie, by choroba nie wróciła. Pierwszy raz biegać na zewnątrz wyszedłem tydzień po powrocie do świata żywych.

Jak już wróciłem do treningów to po tygodniu… znów mnie pierdyknęło, tym razem zainfekowały mi się dolne drogi (bynajmniej nie oddechowe!), a gorączka dochodziła do 40 st. Celsjusza. Znów prawie tydzień w plecy. Ogólnie w styczniu trenowałem tylko w 18/31 dni, czyli o 9 mniej od zakładanego (przyjąłem sobie jeden dzień tygodniowo na regenerację, całkowicie bez sportu).

Łącznie w styczniu sportowałem się (oprócz biegania, basenu i spinningu jeszcze dwa razy doszła ścianka wspinaczkowa i po razie siłownia i ping pong) przez 25,5h w porównaniu do 38h w grudniu. Słabo, słabo… Ale jest mocne postanowienie poprawy! Żadnych infekcji ani innych syfiksów i ostro ciśniemy! Najważniejsze w lutym jest bieganie. Raz, że Barcelona coraz bliżej, a dwa – punkt kulminacyjny miesiąca to mistrzostwa Polski w pieszych maratonach na orientację na dystansie 50 km, czyli Skorpion. Ale tak naprawdę to cały ten styczeń i luty to tylko pretekst do tego, by się czymś pochwalić…:) Kto nie zagląda na blogowego Fejsa ten dowie się właśnie z tego wpisu.

Bo od paru dni serducho bije mocniej, z linii produkcyjnej zeszła bowiem już Ona (no wiem, że rower to rodzaj męski, ale co, że niby się Nim tak jaram?! Ta, Ona, brzmi zdecydowanie lepiej!). Zobaczcie jaka smukła, zgrabna i powabna…:)

 Póki co nie mam pomysłu na imię (rower musi mieć imię, nie?!),
wszelkie sugestie mile widziane w komciach:)

Tak, tam na kierownicy jest kucyk. Fioletowy kucyk. To jest megaopływowy kuc wyścigowy spełniający przy okazji funkcję dzwonka (wszak to obowiązkowy element wyposażenia każdego roweru!). Proszę więc nie drwić, nie nabijać się, tylko brać ze mnie przykład i montować na rowerach dzwonki.

Najprawdopodobniej za tydzień będę już mógł pojeździć, na razie oczywiście tylko w domu, ale jednak, to zupełnie inna sprawa niż kręcenie na spinningu na siłowni. A potem oczekiwanie na wiosnę. Na pierwszy słoneczny, suchy i ciepły dzień, w który z duszą na ramieniu po raz pierwszy wybierzemy się na wspólną wycieczkę…:)

I wiecie co? Ja naprawdę nie mogę się tego dnia doczekać!