Archiwa kategorii: 20 km na orientację

Złoto dla Zuchwałych – zostałem zuchwalcem!;)

Z ostatniego PK8 ruszam ze stratą 2-3 sekund. Młody narzuca ostre tempo, przebiegamy przez mostek i pole w kierunku lasu. Nawet nie zwalniam by spojrzeć na mapę, a czytanie jej podczas biegu w tempie 4:20/km nie jest łatwe;) Powoli zbliżam się do rywala, na granicy lasu jesteśmy już prawie równo, ale ścinka przez las jest nieudana, za gęsty las. Odbijamy z powrotem do drogi. Na niej, ok. 100 metrów przed nami kolejny biegacz, w niebieskiej kurtce, czyli jednak był ktoś przed nami! Widać już budynek bazy, ścinamy na pole, by go wyprzedzić skrótem. Na tym polu, na dystansie kilkuset metrów, rozstrzygnie się kwestia zwycięstwa. Patrzę na zegarek: tętno przekracza 180 uderzeń serca na minutę, tempo zbliża się do 4 min/km, a nie biegniemy przecież po równym asfalcie tylko po zmrożonym polu! Napieram już praktycznie na bezdechu, nogi ledwie przebierają, ale wychodzę na prowadzenie. Młody traci siły i gdy wylatuję na przedostatnią prostą, jest już kilka metrów z tyłu. Nie zwalniam, ostatnia prosta i meta. Wygrałem swoje pierwsze zawody w życiu!:-)

Jak zapewne wielu z Was wie, jestem lokalnym patriotą. Mogę mieszkać w okolicach Warszawy, ale w rytmie serca zawsze są okolice, z których pochodzę. Choć tym naj-naj regionem są Pałuki (które ostatnio całkiem polubiła Ania:)), to z ogromną przyjemnością wracam też w okolice Bydgoszczy, gdzie spędziłem fantastyczne cztery licealne lata. Nie byłem więc w stanie odpuścić organizowanej w Chrośnie imprezy Azymut Orient, która tym razem odbyła się w samym sercu Puszczy Bydgoskiej – między Solcem Kujawskim, a Nową Wsią Wielką (ach, NWW…;)). Ze względu na termin (tydzień przez maratonem w Barcelonie) nie mogłem sobie pozwolić na start w zawodach PMNO na 50 km, postanowiłem więc zrobić ostatni mocniejszy trening przed BCN i wystartować na 20-tce.

Na linii startu trasy P20 zameldowało się raptem 13 osób (z zapisanych 16), więcej chętnych było na trasę P50 (w tym kilku znajomych) oraz na trasy rowerowe. Około 8 rano dostajemy w ręce mapy: format A5, skala 1:50 tys., doskonały wodoodporny papier i – zgodnie z obietnicą organizatorów – cała trasa po lasach. Tylko punktów jakby dużo, bo osiem, a w komunikacie startowym jak wół stoi cztery. No nic, przynajmniej będzie ciekawiej. Szybka analiza trasy i ruszamy. Decyduję się na wariant odwrotny od ruchu wskazówek zegara, czyli 3-6-7-5-4-1-2-8, zostawiając na koniec najbliższy bazie PK8. Z bazy wybiegam drugi, przede mną młody chłopak, który narzuca ostre tempo. Pierwszy kilometr robię w tempie 4:57 i tracę już z 10-15 sekund. Mniej-więcej tyle samo za mną kolejne dwie osoby. PK3 jest na szczycie, szuka go jeszcze jakiś rowerzysta, znajdujemy bez większego problemu. Zejście z górki idzie mi jakoś wolno i jestem nie tylko za Młodym (już na początku w głowie tak sobie nazwałem tego chłopaka, który tak ostro wystartował), ale i za dwójką innych napieraczy. Ruszamy lasem, powoli ich doganiam i wyprzedzam, w oddali co jakiś czas majaczy mi Młody. Trasa jest szybka, ale trudna, bo na leśnych drogach jest trochę śniegu, a miejscami lód i można wywinąć niezłego orła.

Złoto dla Zuchwałych – mapa trasy P20

PK6 i PK7 znajduję bez większego problemu, na przelotach wciąż widzę Młodego przed sobą. Do PK5 mamy dobre 3 km, ale nie zbliżam się ani na krok, mimo że biegnę w tempie poniżej 5 min/km. Dobiegając w okolice PK5 widzę Go wyskakującego z lasu. Patrząc na mapę, punkt powinien znajdować się na granicy kultur. Kręcę się po jakimś zagajniku, punktu nie znajduję. Widzę między drzewami Młodego, czyli jednak też jeszcze szuka. Dobiegają kolejne dwie osoby i jeszcze kolejna i tak kręcimy się w pięciu jak ten smród po d… Bez skutku. Za drzewami znajdujemy pole, może to tam? Ale też nie ma. W końcu ktoś dzwoni do organizatorów, informujemy o sytuacji, podajemy swoje nr startowe i biegniemy dalej. PK4 na granicy lasu znów jest trudny do wypatrzenia. Nie możemy go z Młodym znaleźć, pomagają dwaj kolejni napieracze, udało się. Patrzę na mapę, teraz 2,5 km przelotu do PK1, meta coraz bliżej. Decyzja: do ataku! Ruszam bardzo mocno, szybko doganiam i wyprzedzam Młodego. Biegnę w tempie 4:10-4:20. „To trening interwałowy – szybkie 2,5 km, a potem chwila odpoczynku” – tłumaczę nogom, że muszą dać radę. Młody powoli zostaje z tyłu, ja trochę zwalniam, ale przewaga się utrzymuje. PK1 jest na szczycie górki. Między drzewami widzę lampion, a obok… plecak. Trochę mnie to dziwi, bo wygląda jakby ktoś porzucił go przy punkcie kontrolnym. Po chwili wiem już w czym rzecz, jedna z uczestniczek oddaliła się o kilka metrów, by załatwić potrzebę;) Kulturalnie odwracam głowę i lecę dalej. PK2 jest na jednej z przecinek leśnych na granicy kwartałów leśnych. Z rozpędu mijam jednak przecinkę i tracę dobre kilkanaście sekund na zorientowanie się gdzie jestem, dodając przy tym parę metrów dystansu. Punkt znajduję bez problemu, ale mam wątpliwości, czy to na pewno on, bo zamiast być 15 metrów od skrzyżowania jak mówi mapa, stoi dokładnie przy nim. Rozglądam się parę chwil, nie widzę innego, więc lecę dalej. Młodego z tyłu nie widać. Ale męczę się okrutnie, bo przecinka prowadzi raz w górę raz w dół, trzeba było uciec na równiejszą drogę, ale robię to dopiero pod koniec, zupełnie bez sensu i znów trochę czasu w plecy.

Wybiegam na długą prostą przez pola w kierunku PK8, oglądam się i tuż za sobą widzę Młodego. Chyba wstąpiły w niego nowe siły, bo biegnę ok. 4:30/km a on mnie dogania. Las i kawałek przez pole do PK8 umiejscowionego nad strumieniem. Źle wybieram wariant przebiegu przez pole i przy punkcie jestem drugi. Zdaję sobie sprawę, że przed nami nikogo nie ma, z dużym prawdopodobieństwem walczymy więc o pierwsze miejsce.

Złoto dla Zuchwałych było debiutem nowych butów Inov-8 Roclite 295.
Spisały się na medal, złoty!

Z ostatniego PK8 ruszam ze stratą 2-3 sekund. Młody narzuca ostre tempo, przebiegamy przez mostek i pole w kierunku lasu. Nawet nie zwalniam by spojrzeć na mapę, a czytanie jej podczas biegu w tempie 4:20/km nie jest łatwe;) Powoli zbliżam się do rywala, na granicy lasu jesteśmy już prawie równo, ale ścinka przez las jest nieudana, za gęsty las. Odbijamy z powrotem do drogi. Na niej, ok. 100 metrów przed nami, kolejny biegacz, w niebieskiej kurtce, czyli jednak był ktoś przed nami! Widać już budynek bazy, ścinamy na pole, by go wyprzedzić skrótem. Na tym polu, na dystansie kilkuset metrów, rozstrzygnie się kwestia zwycięstwa. Patrzę na zegarek: tętno przekracza 180 uderzeń serca na minutę, tempo zbliża się do 4 min/km, a nie biegniemy przecież po równym asfalcie tylko po zmrożonym polu! Frunę praktycznie na bezdechu już, nogi ledwie przebierają, ale wychodzę na prowadzenie, Młody traci siły i gdy wylatuję na przedostatnią prostą, jest kilka metrów z tyłu. Nie zwalniam, ostatnia prosta i meta. Wygrałem swoje pierwsze zawody w życiu!:-)

Dowiaduję się, że „Młody” to Fryderyk Pryjma, niespełna 15-latek (!). Choć biegowo okazałem się być trochę mocniejszy, to nawigacyjnie był lepszy ode mnie, praktycznie nie popełniał błędów, a ja kilka zaliczyłem i dlatego mimo ekstremalnego wysiłku na 15. i 16. kilometrze, w końcówce znów byłem na drugim miejscu. Na mecie czekamy na trzeciego zawodnika (w niebieskiej kurtce), ale dość długo go nie ma. Okazuje się, że nie miał zaliczonego PK2, bo wybrał jeszcze inny wariant. Kolejnych kilka minut później (nie wiem ile, bo na stronie nie ma jeszcze wyników) w bazie melduje się kolejna dwójka biegaczy.

Szkoda, że tak fajne zawody zostały spartolone przez błędne rozstawienie punktu. Ponoć na trasie 50-kilometrowej błędy były dwa, więc mieli jeszcze gorzej. Kilku zawodników z P50 dość ostro zrugało organizatorów, ale… cóż, mieli rację. Jasne, że to amatorskie zawody, że to zabawa itd., ale w tym wszystkim jest jednak współzawodnictwo, rywalizacja i jak ktoś podkłada takie kłody pod nogi to można mieć do niego pretensje. Takich problemów nie było jednak w ubiegłym roku na Azymut Orient, mam więc nadzieję, że był to jednorazowy wypadek przy pracy, choć spodziewam się, że na forach internetowych jeszcze się orgom dostanie. Bo takie sytuacje potrafią zniwelować sporo wysiłku. Przed PK5 miałem kilkanaście sekund straty do Fryderyka i kilka minut przewagi nad dwójką kolejnych zawodników, a dalej ruszyliśmy wszyscy razem.

Co tu dużo mówić…:)

Pomijając tę (wszak nie małą!) wpadkę, Złoto dla Zuchwałych było zorganizowane bardzo dobrze. Na mecie ciepła herbata i prysznic, trasa szybka i fajnie krajoznawczo zrobiona (przyznam szczerze, że nie spodziewałem się tylu pagórków w Puszczy Bydgoskiej!), a materiał z którego wykonano mapę był chyba jednym z najlepszych jakie otrzymałem na zawodach na orientację. Mimo gniecenia w dłoni przez 2,5 godziny, mapa nic nie straciła na czytelności, cały czas jest prosta i wszystko doskonale na niej widać. Jeśli strona organizatorów nie kłamie (a, to drugi minus – jej aktualizacja przebiega niezwykle późno:/) to tegoroczny Azymut Orient odbędzie się pod koniec czerwca na Kociewiu. Pewnie większość z Was nie wie, co to i gdzie to – macie więc argument, by tę niewiedzę zmienić, bo warto. To kolejny przepiękny kawałek naszego kraju:)

A najlepszy z tego dnia był powrót do domu rodziców (50 km od bazy). Wysłałem im tylko SMS-a, że wygrałem i za godzinę będę. Wchodzę do domu, a tam wszyscy najbliżsi stoją przy drzwiach, krzyczą, biją brawo i strzela szampan! Zupełnie nie spodziewałem się takiego przywitania i zrobiło mi się tak cholernie miło, że aż musiałem się tym z Wami podzielić.:)

=== === ===

Stats&hints III Złoto dla Zuchwałych 2013

Wynik: dystans 23,3 km; czas 2:23; miejsce 1/13

Warunki pogodowe: -2 stopnie, pochmurnie, w terenie 1 cm śniegu, miejscami lód

Sprzęt/ubranie: buty Inov-8 Roclite 295; spodnie Dobsom R-90 Winter,; koszulka termo z długim rękawem + techniczna z krótkim + kurtka Tschibo; Garmin FR305; kompas Silva Ranger

Jedzenie/picie: 1 żel + 1 baton (zjedzony w bazie na mecie) + dwa bidoniki 0,2l z wodą doniesione do mety.