Buty trialowe Adidas Kanadia TR4: recenzja

Niewiele w mym biegowym życiu się ostatnio dzieje (acz dziać się będzie – w najbliższych tygodniach biegnę nocne 10 km w Gdyni i 50 km na orientację w okolicach Zalewu Koronowskiego), pora nadrobić zaległości i zrecenzować trochę sprzętu. Na pierwszą linię rzucam buty do biegania w terenie – Adidas Kanadia TR4 przeznaczone dla osób z pronującą stopą. TR3 to wersja dla stopy neutralnej.

Pierwsze wrażenie jest bardzo dobre. Buty są dość lekkie (ok. 350 gramów dla rozmiaru 45 1/3), sprawiają wrażenie dynamicznych, wręcz drapieżnych. Kwestia kolorów to oczywiście sprawa gustu, wersja niebiesko-grafitowa z żółtymi odblaskowymi wstawkami jest dla mnie OK, acz na kolana nie powala. W internecie widziałem też kilka innych wersji kolorystycznych.

Wypustki na podeszwie ułatwiają bieganie w terenie

Podeszwa Adidas Kanadia TR4 jest zbudowana takich jakby wypustek wypustek, które mają umożliwić bieganie w trudnym terenie (łącznie z błotem). I rzeczywiście: buty bardzo dobrze sprawdzają się na piachu, śniegu, czy w lesie. W porównaniu do Asicsów Gel Trabuco IX, które miałem poprzednio, dają dużo lepszą przyczepność i stabilność biegu, największą różnicę odczuwałem biegając po śniegu. Na dodatek Adidasy są sporo od Asicsów lżejsze. In plus zapisuję im także przewiewność, która sprawia, że gdy do butów dostanie się woda, dość szybko się z nich wydostanie, a buty wysychają.

Można też kupić wersję z goreteksem (droższa o kilkadziesiąt złociszy), ale ja nie mam do tego rozwiązania przekonania. Latem noga mocno się nagrzewa, a zimą dłuższy bieg w śniegu i tak doprowadza do przemoczenia stopy, mimo GTX.

Buty mają wbudowany system amortyzacji adiPRENE, w mojej ocenie działa on bardzo dobrze. Nawet po 12h napierania w śniegu na Skorpionie stopy czuły się dobrze, po żadnym z 50-kilometrowych rajdów nie odczuwałem jakichkolwiek niedogodności. Ostatnio buty przetestowałem też biegając po Tatrach i byłem mile zaskoczony. Obawiałem się, że na kamieniach i skałach mogą nie mieć dobrej przyczepności, a było inaczej – nawet gdy padało, Adidasy zachowywały się poprawnie. A różnica w wadze w porównaniu do butów trekkingowych jest kolosalna.

Teren to naturalne okoliczności przyrody dla tych butów

Do czego można się przyczepić to Mud Release Surface, rodzaj podeszwy, do której wg Adidasa nie przylega błoto. Owszem, nie tworzy się jakaś wielka skorupa utrudniająca bieganie, ale nie jest znów tak, że błoto do tej podeszwy nie przylega. Mówiąc krótko, Mud Release Surface to marketingowa ściema.

Ze względu na budowę podeszwy buty te niezbyt nadają się do biegania po asfalcie. Nie chodzi bynajmniej o wygodę, a o to, że na twardej nawierzchni podeszwa może się szybko zetrzeć. W swoich Adidasach zrobiłem na razie ok. 300 km (90 proc. z tego w terenie) i wyglądają dobrze – cholewka wewnątrz nie ma żadnych przetarć, podeszwa też jest w bardzo dobrym stanie.

Podsumowując: trialowe buty Adidas Kanadia TR4 polecam do biegania w każdym terenie innym niż asfalt/beton. Kupiłem je pod kątem 50-kilometrowych pieszych maratonów na orientację, ale świetnie sprawdzają się podczas treningów w lesie, szczególnie zimą, a także w górach tam, gdzie nie jest wymagana sztywna podeszwa. Kupić można je już za 200 zł, co na pewno nie jest zaporową ceną.

Ćwiczcie siłę biegową

Biegowa forma jest jak przebiegły kocur – czasami nie wiadomo gdzie jest i wtem niespodziewanie pojawia się znikąd.



19.05.2012 r., uBIEGnij Raka (10 km), Powsin, ciepło i słonecznie, teren leśny.
Ruszamy. Dość szybko na początku (pierwszy kilometr w 4:36), ale już po 1,5 km moje tętno przekracza poziom 180 uderzeń na minutę – wiem, że nie jest to mój dzień na bieganie i zwalniam. Po 5 km czuję ból z boku kolana i postanawiam zakończyć zabawę na trzech z czterech pętli. Garmin naliczył 6,65 km biegu, a ja byłem zziajany jakbym zrobił co najmniej półmaraton. Przyczyny są oczywiste – przez ostatnie tygodnie więcej czasu spędziłem na łóżku rehabilitacyjnym niż w butach do biegania. Od Harpagana (21 kwietnia br.) zrobiłem ze 30 km. Godzę się ze swoim losem i schodzę z trasy.

27.05.2012 r., XXIV Bieg im. Tomasza Hopfera (10 km), Janowiec Wlkp., ciepło i słonecznie, szosa.
Start, jest gorąco (początek biegu w południe to jedyny zarzut jaki mam do organizatorów), jak dla mnie za ciepło o jakieś 12-15 stopni. Ale pierwszy kilometr biegnę w 4:26 i wcale nie czuję się zmęczony. Zwalniam do 4:35-4:40 tylko ze względu na rozsądek. Ale po 5 km nadal czuję się doskonale, tętno dopiero teraz zaczyna zbliżać się do 180 uderzeń na minutę, zaczynam więc przyspieszać.4:21, 4:30, 4:30, 4:26 i jeszcze mam siłę, by ostatni kilometr zrobić w 4:10! Na skrzydłach niesie mnie doping zgromadzonej przy janowieckim rynku publiki, wśród której najgoręcej dopingują moi najbliżsi i „Autystyczny” Luxtorpedy w uszach (to chyba najlepszy kawałek do biegania ever!). 61 miejsce na 136 osób, czas 45:05 netto, ledwie o 14 sek. gorzej od życiówki z ubiegłorocznego Biegu Niepodległości w Warszawie!

Bieg odbył się dzień po Dniu Matki:)

Trochę musiałem się zastanowić nad tym, skąd tak dobry wynik w Janowcu Wlkp. i wydaje mi się, że to efekt kilku wizyt na siłowni i ćwiczenia siły biegowej. Na internetach znalazłem fajny zestaw ćwiczeń, które bez problemu można wykonywać w domu, płotek zastąpić można szafą, drzwiami, czy dowolnym innym meblem. Zestaw ćwiczeń znajdziecie tu: ćwiczenia siły biegowej, a ja trafiłem na niego na portalu Treningbiegacza.pl. Do tego proste ćwierć-/półprzysiady na jednej nodze i wyniki same się poprawiają, polecam!

Oczywiście 45:05 nijak mnie na dłuższą metę nie satysfakcjonuje, ale mocno podniosło na duchu, bo ostatnie tygodnie nie były najlepsze pod względem biegowym. Nadal chcę jesienią zejść w okolice 40 minut na 10 km, a wygląda na to, że ITBS mam już prawie z głowy, więc będzie już tylko lepiej. Dziś bez żadnego bólu zrobiłem 13 km, jak uda się przebiec 25 km i nadal będzie dobrze to wracam do PMNO. 30 czerwca w okolicach Zalewu Koronowskiego jest Azymut Orient, a to moje okolice i akurat na tamten weekend wybieram się w rodzinne strony.