Ten, w którym Wielki Wyścig jest tuż-tuż, a Bo i ja zostaniemy ajronmenem

Stało się. Kości zostały rzucone, miarka się przebrała, a naważone nawarzone piwo należy wypić. Do Wielkiego Wyścigu zostało kilka dni. Właściwie to już niedługo będzie można zacząć odliczać godziny do chwili, gdy stanę na linii startu (przy czym „stanę” to nieco na wyrost, bo start odbywa się z wody) Lotto Poznań Triathlon 2013, by po raz pierwszy w życiu zmierzyć się z dystansem half-ironman (1900m pływania, 90 km rowerem i 21,1 km biegu). Obym tylko nie zapultał się w piance, nie zechciał zdejmować skarpet przed biegiem i pił dość dużo, by się nie odwodnić, ale nie za dużo, by nie musieć eksperymentować z załatwianiem potrzeb fizjologicznych w trakcie jazdy rowerem, a będzie dobrze.

Ale to przecież nie będzie zwykły triathlon, bo to Wielki Wyścig! Decydujące starcie pomiędzy dwojgiem blogerów i biegaczy, którzy wymyślili sobie, że zostaną triathlonistami. Po jednej stronie Królowa Podkarpacia, Kleopatra Rzeszowszczyzny i mitologiczne połączenie Afrodyty z Ateną. To Ona stanowi odpowiedź na odwieczne pytanie: co było pierwsze, jajko czy kura? Amerykańscy naukowcy w końcu znaleźli odpowiedź: Bo. Jest alfą i omegą, a czasem… nawet gammą.

A z drugiej strony ja. Prędzej niż gammą jestem gappą, jak np. w ostatnią sobotę, kiedy to nie trafiłem na metę Biegu Powstania Warszawskiego. Ale w Poznaniu mam nadzieję, że meta będzie bardziej jednoznaczna;) Bez wątpienia w szybkim dotarciu do niej pomoże mi zamocowany na zuzkowej kierownicy obiekt drwin zazdrośników, czyli Pimpuś (niezorientowanych odsyłam tu: kliku-kliku), w biegu to już chyba jakoś sobie poradzę. Brata bliźnika Pimpusia wysłałem Bo, byśmy mieli równe szanse, ale na razie utknął gdzieś w odmętach magazynów Poczty Polskiej, mam nadzieję, że dotrze na czas…

Jejku! Rety! Co to będzie?
I Boshka i ja mamy swoje silne strony (o słabych lepiej nie pisać, bo i po co?). Za Bo przemawia doświadczenie (nazbierała tych pudeł już w tym roku…) i tempo pływania, za mną niezły rower i dobre bieganie. Liczę, że zrobię w Poznaniu półmaratońską życiówkę (aktualnie 1:39:19 z ubiegłej wiosny), ale jeśli warunki pogodowe będą takie jak w ostatni poniedziałek w Warszawie, to może być różnie. Oprócz nas na starcie stanie ponad 700 osób, niewykluczone więc, że w ogóle przez całe zawody się nawet nie zobaczymy i od kibiców będę dowiadywał się jak bardzo muszę cisnąć by ją dogonić. Bo że po wyjściu z wody będę gonić to bardziej niż pewne.

Specjalnie dla Was na fesjbukowym profilu blogaska będzie prowadzona na żywo przez NKŚ relacja:) Nie spodziewajcie się wpisów co minutę z aktualnymi czasami, ale podstawowe informacje o wyjściu z wody, tempie roweru czy biegu na pewno będą:) No i szybko dowiecie się jak dotrzemy na metę! Kto nie może stawić się w okolicy Malty w niedzielę przed południem, obowiązkowo śledzi WW na FB:)

Kąkórs nad kąkórsami
A właściwie to nawet trzy! Jak Wielki Wyścig, to wiadomo, że przekupstwo, nagrody, konkursy i loterie. Z okazji finału przygotowaliśmy dla Was aż CZTERY (jupiiii!) nagrody. Tzn, nie my przygotowaliśmy, tylko firma Huub Polska ufundowała (ukłony, oklaski, fanfary!). Do wzięcia są cztery pary okularków pływackich Huuba, kurde sam bym takie chciał! Dwie pary oksów do pływania na basenie i dwie do pływania w wodach otwartych (choć oczywiście to nie jest tak, że w tych drugich nie wpuszczą Was na basen;)).

Co należy zrobić, by wygrać takie czaderskie okularki?

  • A na przykład nic. No, prawie nic. Pierwszą parę oksów basenowych wylosujemy (za pomocą strony Losowe.pl) spośród WSZYSTKICH OSÓB, które zamieszczą jakikolwiek komentarz (przy czym komć z typem kąkórsowy jest już komciem jakimkolwiek;)) pod tym wpisem na blogu (lub oczywiście pod odpowiednim wpisem na blogu Bo). Możecie dawać i 50 komci, ale w losowaniu weźmiecie udział i tak tylko raz. Bardzo prosimy, by Wasze podpisy były unikalne, podpisujcie się nickami, imionami i nazwiskami itd., by można było Was zidentyfikować.
  • Oksy drugie basenowe dostanie osoba, która zaproponuje/wymyśli najfajniejszą rymowankę/wiersz biały/okrzyk/hasło zagrzewające nas (jedno lub dwoje do walki). Ma być krótkie (dwa wersy) i chwytliwe:) Na przykład: „Nie daj się Bo, nie daj, Krasusowi kosę na biegu sprzedaj!” albo „Coca-cola cola Pepsi, Bo i Krasus są najlepsi!” – takietam nic skomplikowanego:) Borman, Twoje punkowe szaleństwo przy konkursie u Mańka mnie urzekło, liczę na Ciebie i teraz!
Oksy Huuba, najlepszy sposób,

by na basenie wyglądać pro!

  • Oksy ołpenłoterowe nr 1 powędrują zaś do osoby, która najlepiej wytypuje (a nie mówiliśmy, że warto mieć deal z jakąś ogarniętą Cyganką?) wynik naszego całego ajronmena! Wszak pół i pół to cały, więc razem z Bo zostaniemy całym ajronmenem, ha!:) Tu oczywiście podajemy wynik w formacie GG:MM:SS, czyli np. 9:59:44 (hahaha, dobre, co?).
  • Oksy nr 2 do pływania w wodach otwartych otrzyma ktoś, kto najtrafniej wytypuje różnicę w naszych wynikach podczas 1/2 IM w Poznaniu, czyli wynik Wielkiego Wyścigu, najważniejszego pojedynku tego roku. Trzeba napisać: Bo wygra o 10 min. 20 sekund. Albo (a nawet lepiej!) Krasus dokopie Bo o 20 min. i 44 sek. Ważne, by typ był jednoznaczny. 1:12 to nie wiadomo, czy oznacza 1h:12min, czy 1min:12sek. Więc lepiej podać 1:12:00 lub 0:1:12. No i trzeba wskazać kto wygra;)
Oksy ołpenłoterowe, dodają +8 do pływackiej stylówy
i odejmują 6 sekund na każde 100 m dystansu!

W sprzyjających okolicznościach przyrody marzyłoby mi się 5:10, a może i lepiej, ale jakie okoliczności będą, to diabli wiedzą, bo pogoda ma być iście tropikalna, więc 5:20-5:25 jest możliwe. Wynik słabszy niż 5:30 uznam za porażkę bez względu na warunki. Bo zapewne napiszę coś o sobie na blogasku, ale weźcie na to poprawkę. Każdy miał chyba w podstawówce i szkole średniej koleżanki, które przed sprawdzianem mówiły, że nic nie umieją, a potem były piątki od góry do dołu!

Jedna osoba może wziąć udział we wszystkich konkurencjach naszego wielkowyścigowego kąkórsu, ale dla ułatwienia prosimy, by odpowiedzi zamieszczane były w oddzielnych komentarzach. Czyli np. Jan Kowalski dodaje trzy komcie, w każdym podając odpowiedź na inną konkurencję, a dodatkowo weźmie udział w losowaniu czwartych oksów, których rozmiar i kolor zwycięzcy będą mogli sobie sami wybrać:) Aha, jedna osoba może wygrać tylko jedne okularki, więc gdyby jakiś super-wróżbita wygrał dwie konkurencje i jeszcze ułożył najfajniejszy wierszyk ever, to i tak dostanie tylko jedne oksy, a drugie przekażemy kolejnej osobie. W losowaniu udział wezmą wszyscy poza zwycięzcami trzech pozostałych konkurencji.

Zgłaszać swoje typy, propozycje i rozwiązania można do 4 sierpnia br. (niedziela) do 9:30, w przypadku dwóch takich samych typów obowiązuje sprawdzona zasada kto pierwszy ten lepszy. Potem już tylko modlitwy o deszcz, trzymanie kciuków i bicie braw bohaterom Wielkiego Wyścigu i ich rywalom.

Spotkanie dla kibiców Wielkiego Wyścigu
I jeszcze najważniejsze. To chyba najwspanialsza nagroda. Któż nie chciałby spotkać Bo osobiście lub uścisnąć dłoń Krasusa? Osoby, które będą w okolicy Poznania w najbliższy weekend zapraszamy na mini-piknik dla znajomych i nieznajomych kibiców WW:) Wpadajcie tłumnie, każdy będzie mile widziany. Spotkajmy się nad Jeziorem Maltańskim w Poznaniu, pod koniec ul. Wileńskiej przy Malcie o godzinie 17:30. Będziemy tam do około 18:45, bo potem mamy odprawę. Jest tam kilka drzew, będzie się gdzie schować w cieniu, a przy Termach Maltańskich jest parking, gdzie można zaparkować furę. No to co, kto wpada na mały wielkiowyścigowy spocik?:)

Mapka, byście się nie tłumaczyli, że nie wiedzieliście, gdzie się spotykamy;)

Ten, w którym warto wiedzieć, gdzie jest meta, czyli 39:51 na dychę!

Do mety jeszcze 2000 m. Takie interwały biegałem ostatnio po 3:50, dam radę i dziś! 1600 m, dam radę. Kilometr do mety, będzie życiówka na 100 procent! Ostatni podbieg. Prawie nie zwalniam, cisnę niewiele wolniej niż 4:00 min/km. Z daleka wypatruję NKŚ, ale one mnie nie widzi, patrzy jakby gdzieś dalej. Dlaczego?! Przebiegam tuż obok i dopiero mnie zauważa, o co chodzi? Wbiegam na metę, zatrzymuję stoper i słyszę NKŚ „Misio, meta jest tam!!”. O jasna dupa, zatrzymałem się na macie z półmetka! Przeskakuję przez płot i przechodzę przez metę 12 sekund po tym, jak minąłem ją po raz pierwszy…

Bieg Powstania Warszawskiego na dystansie 10 km składa się z dwóch pętli po centrum Warszawy. W pewnym momencie jest rozwidlenie i w lewo biegnie się dalej, a w prawo do mety. Jednym uchem usłyszałem tam „piątka na prawo, dziesiątka na lewo”, ale dotyczyło to pierwszej pętli, na drugiej trzeba było już pobiec w prawo. Na maksymalnym zmęczeniu nie pomyślałem logicznie i skończyło się jak skończyło – trzecią z rzędu nie do końca oficjalną życiówką na 10 km. Najpierw była trasa bez atestu (XX Biegi Żnińskie), potem znów bez atestu i to jeszcze za krótka o jakieś 100-200 metrów (5. Bieg Dookoła Zoo), a teraz mój czas ze stopera nie zgadza się z oficjalnym z listy wyników (39:51 vs 40:03)… No nic, wysłałem do orgów maila z odwołaniem do wyników, półmetkowa mata powinna była mnie odczytać, więc może uwzględnią mój prawdziwy wynik.

Podobnie jak rok temu i teraz warunki podczas Biegu Powstania były wybitnie nie biegowe. Przed startem termometry wskazywały jakieś 27-28 stopni, ale przynajmniej był lekki ruch powietrza, nie tak jak rok wcześniej. Już w trakcie rozgrzewki z Leszkiem i Radkiem konkretnie się zgrzaliśmy, a kilka minut spędzonych w przedstartowym tłumie sprawiło, że pot lał się ze mnie strumieniami.

Z Radkiem i Leszkiem jeszcze przed rozgrzewką / fot. RadekBiega.pl

Niestety, z każdym rokiem Bieg Powstania Warszawskiego jest coraz mniej powstańczy. Owszem, był przed startem Mazurek Dąbrowskiego (czy naprawdę tak trudno zdjąć czapkę z łba i być te kilka minut cicho…?), ale chwilę wcześniej uraczono nas hip-hopem (tekst chyba był o Powstaniu, ale średnio zrozumiałem), a podczas biegu inscenizacji powstańczych było jakby mniej niż w ubiegłych latach. A szkoda, bo jest to doskonała okazja, by przybliżyć biegaczom i warszawiakom Powstanie.

Odliczanie od dziesięciu i… poszli! „Tylko się nie spalić, tylko się nie spalić na pierwszym kilometrze!” – powtarzam cały czas. Ustawiłem się w 7-10 rzędzie, bo tak oceniałem swoje szanse w klasyfikacji oceniałem na początek drugiej setki. Oczywiście na pierwszych 200 metrach tłum sprinterów ostro napiera, ale udaje mi się kontrolować tempo i pierwszy kilometr wchodzi w 4:06. Na drugim wchodzę w docelowe 3:59, na Krakowskim Przedmieściu tłumy kibiców, strasznie lubię atmosferę tego biegu. W letni sobotni wieczór warszawskie ulice pełne są ludzi, którzy okazują biegaczom wiele serdeczności, choć nie brakuje i takich, którzy nie są w stanie wytrzymać kilku minut z przejściem na drugą stronę ulicy i walą w tłum.

Karową w dół tradycyjnie pozwalam nogom wykorzystać grawitację i nadrabiam kilka sekund. Część startowych sprinterów już opadła z sił i wyprzedzam kolejne osoby. Wisłostradą równo po 4:00, pod górkę ul. Sanguszki zwalniam tylko trochę i wyprzedzam Leszka, który planował biec minutę wolniej niż ja, chyba przesadził na pierwszych kilometrach skoro był z przodu.



Na półmetku łyk wody i dzida dalej. Znów Bonifraterska, Plac Krasińskich, Miodowa, Krakowskie Przedmieście i tłumy. Tempo około 4:00. Przy Bristolu trzy matrony z publiczności tarabanią się na trasę tuż przede mnie. Ryczę „Z DROGI!!!” tak, że pół Krakowskiego musiało mnie usłyszeć. Matrony się usuwają, ale ich miejsce zajmuje atak kolki. Dobrze, że jest zbieg, mam jakieś 2 minuty na zwalczenie go. Udaje się, na Wisłostradę wybiegam już w pełni sił, a Garmin pokazuje, że ostatni kilometr zrobiłem w 3:49, bosko! Wyprzedzam kolejnych zawodników, dziewiąty kilometr w 3:57, na ostatnim jest podbieg, a robię go w 3:53, wyprzedzając jeszcze kogoś. Epickie wpadnięcie na metę znacie już z pierwszego akapitu…

Oczywiście z wyniku jestem zadowolony, ja wiem, że nabiegałem 39:51, choć w wynikach póki co stoi 40:03. Znów udało mi się kapitalnie rozegrać to taktycznie, nie podpaliłem się na początku i drugą pętle pobiegłem parę sekund szybciej niż pierwszą, nie zwalniając przy tym na całkiem trudnym podbiegu. Jak na warunki pogodowe, był to kapitalny rezultat, a że apetyt rośnie w miarę jedzenia to jesienią będę chciał pewnie złamać 39, cel nie może być przecież zbyt łatwy do osiągnięcia:)

XXIII Bieg Powstania Warszawskiego – ocena biegu

Organizacja 4/6 – sprawne wydawanie pakietów, wodopój na połowie trasy, kurtyna wodna przy Karowej, na mecie banan i picie oraz bardzo dobra koszulka techniczna Asicsa w pakiecie za 50 zł – tak powinno być na każdym biegu! Na dodatek na trasie sporo było fotografów z Fotomaratonu, więc spodziewam się paru fajnych fotek, którymi pochwalę się na FB. Po stronie minusów warto jednak zapisać kiepskie oznakowanie kilometrowe trasy (zauważyłem tylko flagę na 4/9km, a obiecywano oznakowanie co kilometr), a przede wszystkim niewykorzystanie potencjału powstańczego. O to, żem gamoń i nie trafiłem na metę do organizatorów pretensji mieć nie mogę;)

Trasa 6/6 – trasa nie zmieniła się od paru lat, to był mój trzeci Bieg Powstania Warszawskiego. Znam ją na pamięć i bardzo lubię. Jest długa prosta, jest podbieg, który można sobie odbić na zbiegu, z mojego punktu widzenia nie sposób jej cokolwiek zarzucić.

Kibice 6/6 – ludzi było bardzo dużo i naprawdę kibicowali. Bili brawo, krzyczeli, przybijali piątkę. Ze względu na porę roku i godzinę startu jest to chyba najlepiej obsadzony przez kibiców bieg w Warszawie.

Okiem statystyka
Były cztery międzyczasy, więc jest co analizować:)
Oto tabelka z międzyczasami i moją pozycją na poszczególnych punktach. Po 1,5 km byłem 266., a potem coraz wyżej, to lubię!

punkt
czas
pozycja
1,5 km
0:05:24
266
2,5 km
0:09:20
186
5 km
0:20:11
136
6,5 km
0:25:32
117
7,5 km
0:29:29
105
10 km (nieoficj.)
0:39:51
97
10 km (oficj.)
0:40:03
102

Zapis z Garmina:

Ten, w którym Ola i Agata wymiatają

Szanowne żiri nieźle musiało się napocić, nakłócić i nadyskutować, by uzgodnić jakiś kompromisowy werdykt w kąkórsie obrazkowym, który z okazji Wielkiego Wyścigu zorganizowaliśmy ze sklepem Natural Born Runners. Werdykt nie był łatwy. Bo nalegała by wyróżnić wytatuowane na męskim pośladku „LOVE BO”, ja optowałem za „KRASUS, WYJDŹ ZA MNIE” wymalowane na damskim dekolcie. Ostatecznie postanowiliśmy nie szukać dodatkowych odsłon i lajków za pomocą cycków czy pośladów i zostawiamy te prace dla siebie, a nagrodzimy kilka innych. No właśnie, kilka! Miały być dwie nagrody od NBR, ale zostaliśmy urzeczeni kreatywnością niektórych uczestników i wysupłaliśmy kolejne dwa upominki z zapasów otrzymanych od Wydawnictwa Galaktyka. Mamy nadzieję, że nie macie nam tego za złe?:)

Otóż: w konkursie „Poka swoje kibictwo” w kategorii „wspieram Krasusa” główną nagrodę w postaci zajefajnych stuptutów od naszego ulubionego sklepu Natural Born Runners otrzymuje …TARARARARADAM… Ola D., która w trakcie długiego treningu wybiegała na warszawskiej Woli napis „Krasus the best”, co kompletnie mnie rozwaliło:) Próbowałem kiedyś biegać w kształtach i jest to kosmicznie trudne, kapelusze z głów przed Olką!:)

W zupełnie inną stronę poszła zwyciężczyni (nagradzamy dwie kobiety, przypadek?;)) w kategorii „wspieram Bo”, czyli Agata L., która otrzymuje pas do biegania od Natural Born Runners. Ja właściwie nie wiem, co powiedzieć na pracę Agaty, zobaczcie sami. Polecam obejrzeć w wysokiej rozdzielczości i zwrócić uwagę na kunszt autorki, który pozwolił jej usadzić mnie na Pimpusiu;)

Oprócz dwóch powyższych postanowiliśmy książkami nagrodzić prace Wybieganego oraz Mista. Ten pierwszy dostanie „Dogonić Kenijczyków”, a drugi „Bez ograniczeń” – oba tytuły oczywiście z półki Wydawnictwa Galaktyka.

Zwycięzców bardzo prosimy o kontakt mailowy na jeden lub dwa z adresów: run.bo.blog@gmail.com lub krasus.biecdalej@gmail.com. Jednocześnie przypominamy, że poszukiwany jest Kuba, autor „kręcikoła”, który został laureatem poprzedniego kąkórsu , a jak dotąd się z nami nie skontaktował. Kuba, odezwij się na maila lub na FB.

A Wielki Wyścig jest już bliżej niż dalej, już panikuję. Właściwie, to wiele już chyba nie zdołam zrobić w ramach przygotowań. Pływać i tak się nie nauczę, Zuzka gotowa do drogi, mi pozostaje w ramach motywacji zrobić nową życiówkę na 10 km podczas sobotniego Biegu Powstania Warszawskiego, a potem już tylko wypoczywać i jeść makarony. A jakoś przed połową przyszłego tygodnia spodziewajcie się wpisu z głównym kąkórsem. Dzięki Huub Polska do dyspozycji mamy aż CZTERY nagrody, oj będzie się działo nie tylko w Poznaniu, ale w całych tych internetach!

Przypominamy, że na bieżąco o przygotowaniach do WW informujemy w odpowiednim miejscu na Fejsie. Zapraszamy też na forum xTri, gdzie WW doczekał się swojego wątku, a tam jeden z forumowiczów również przygotował ciekawą pracę kąkórsową.

Wielki Wyścig pojawił się też na innym portalu triathlonowym, Tri-fun.pl, gdzie z Bo odpowiadamy na pytania jednego z redaktorów. Klikajcie!;)

Ten, w którym Pimpuś odnajduje brata i znów jest konkurs

Znacie Pimpusia, nie? Niektórzy się z niego naśmiewają, wielu powątpiewa w magiczne moce, ale ja wiem swoje: działa. W starej księdze wiedźmińskiej znalezionej w Kaer Morhen napisano, że zamocowany na szosońskiej kierownicy Pimpuś chroni przed złymi urokami, dodaje pi przez dwa kilometrów na godzinę do średniej prędkości (nie pytajcie dlaczego akurat tyle, nie mam pojęcia) oraz 10 pkt do triathlonowej stylówy.

O tym, że nie są to żarty przekonało się w Mrągowie 77 osób, które wyprzedziłem na etapie kolarskim (fajnie jest wolno pływać!;)) i nie mam wątpliwości, że tak samo będzie na kolejnych zawodach w Poznaniu i Borównie.

Owszem, na pewnym_portalu_aukcyjnym można kupić rowerowe trąbki całkiem podobne do Pimpusia, ale nie łudźcie się, ich działanie jest żadne. Nawet trąbić porządnie nie potrafią. Po tym jak (dzięki Pimpusiowi oczywiście) udało mi się podczas ostatniego treningu na dystansie 90 km utrzymać średnią prędkość 33 km/h uznałem, że tak być nie może. Biedna Bo nawet moich pleców w Poznaniu nie zobaczy jak będę tak mknął. Chciałem więc Pimpusia zdjąć, by wyrównać szanse. I gdy już wyciągałem śrubokręt celem demontażu WTEM! dostałem cynk, że w odmętach lochów pewnego miejsca odnaleziono zahibernowanego pimpusiowego brata bliźniaka!

Brat bliźniak Pimpusia, wciąż w hibernacyjnej folii

„Wolne żarty!” zakrzykniecie. Ale sprawdziłem i faktycznie działa. Nie wiem jeszcze jak ma on na imię, ale pewnie niedługo się dowiem, bo…

No właśnie, bo co? Bo Bo! Postanowiłem wytrącić wielkowyścigowej rywalce mocny argument z ręki jak już przegra. Nie będzie już mogła powiedzieć, że stosuję nieczyste zagrywki, sama też będzie mogła z nich skorzystać:) Szanowna Bo, wysyłam Ci pimpusiowego bliźniaka, niech Ci służy wiernie i godnie, a w Poznaniu niech wygra lepszy, a siły nieczyste niech służą nam obojgu, howgh! Jedynym warunkiem jest nadanie mu imienia, bo kucyki działają tylko, gdy mają imię. Bo, przyjmujesz wyzwanie?

A tak, dla przypomnienia, wygląda Pimpuś w akcji:)

Ale, byście nie mówili, że nic dla Was nie ma to zróbmy kolejny szybki kąkórsik z okazji Wielkiego Wyścigu:)

„Wymyślamy rower na nowo” – wyobraźcie sobie świat, w którym nie istnieją słowa „rower”, „bicykl”, „bajk” itd. I wymyślmy nowe określenie na ten pojazd. Może być jednoczłonowe, np. „dwukół” czy „człowiekowóz” lub też kilkuczłonowe, jak „pojazd służący do przemieszczania”.

I, co za niespodzianka, znów można coś u nas wygrać! Tym razem ulubione rowerowe SPA Zuzki, czyli Profesjonalny Serwis Rowerowy zarzuciło hamerykańskiej produkcji smarem w sprayu Pedro’s Lixuid X, dokładamy do tego książkę „Bez ograniczeń” od naszego ukochanego Wydawnictwa Galaktyka.

Konkursik jest szybki i prosty, więc rach-ciach, macie 48h na wymyślenie roweru na nowo:) Dwa najlepsze rowery zostaną nagrodzone, czas start!

Aha, i powołując się na Pimpusia, Zuzkę lub ewentualnie mnie, na usługi rowerowego SPA dostaniecie 10 proc. zniżki:)

Przypominam też, że trwa kreatywny konkurs „Poka swoje kibictwo” z naprawdę fajnymi nagrodami od Natural Born Runners. No i słuchajcie. Bo dostała już kilka maili z bardzo ciekawymi pomysłami, a ja kompletnie nic. Null, zero, dupa! Ja wiem, że wszyscy kibicują Bo, ale chyba nagrodą to Was kupię, co? Tym bardziej, że można wysyłać prace wspierające zarówno Bo, jak i mnie.

Ten, w którym znów można coś wygrać

Były już dwa konkursy dla wróżbitów, rozdaliśmy książki bohaterom rywalizacji na Endomondo, ale żeby się Wam nie nudziło, zapraszamy na kolejny konkurs związany z Wielkim Wyścigiem. Jasne jest, że jedni z Was kibicują Bo, a inni, co mniej rozumiem, mi. Chcielibyśmy zmotywować Was to wyrażenia tego:)

A kibictwo nam się przyda, bo do WW zostały trzy tygodnie, a my (a przynajmniej ja, no i mam nadzieję, że Boshka też) wciąż daleko w polu z przygotowaniami.

Najnowszy konkurs będzie konkursem artystycznym. Stawiamy na wizję – pokażcie jak wspieracie w Wielkim Wyścigu Bo, lub mnie, lub nas obojga, a my wybierzemy po jednej najlepszej dopingującej każdego z uczestników. Co znaczy, że stawiamy na wizję? Ano chcemy to kibicowanie zobaczyć. Praca konkursowa (przesłana mailem na run.bo.blog@gmail.com lub krasus.biecdalej@gmail.com) powinna dać się obejrzeć i pokazać innym. A co to będzie, to zależy od Was. Może to być zdjęcie, filmik, screen z trasy biegu, rysunek w Paincie, arcydzieło z Photoshopa lub dowolny inny pomysł. Mówiąc krótko: poka swoje kibictwo!


Zasady są takie, że jedna osoba może wysłać nawet kilka prac konkursowych ,wspierających każdego z uczestników: Bo lub mnie. Wysyłając je zgadzacie się na odstąpienie mi swoich córek gdy osiągną wiek odpowiedni publikowanie ich na Facebooku i blogach. Co fajniejsze prace będziemy prezentować na bieżąco, a na końcu po jednej pracy nagrodzimy.

Sponsorem konkurs artystycznego został nasz ulubiony (Wasz chyba też, co?) sklep internetowy dla biegaczy (brawa, fanfary i buziaczki dla Grześka!) Natural Born Runners, który ufundował dwie nagrody:

Najlepszy wspieracz Bo otrzyma pas do biegania RaidLight Marathon – bardzo lekki i wygodny pas z dwoma bidonikami o pojemności 200 ml oraz dwiema kieszeniami na drobiazgi, w których podczas długiego wybiegania schowacie np. klucze czy telefon komórkowy.

Najlepsza praca wspierająca moją skromną osobę zostanie nagrodzona stuptutami RaidLight Stop Run – to doskonałe zabezpieczenie butów biegowych przed piaskiem, śniegiem, czy ściółką leśną. Dobre stuptuty to obowiązkowy element wyposażenia każdej osoby biegającej po górach, polach i lasach, dzięki nim nie będziecie musieli zatrzymywać się by wyciągnąć kamyki czy inne igiełki z drzew.

Najlepszych wybierzemy oczywiście my:) Na nadsyłanie prac macie tydzień i trochę, skrzynki mailowe zamykamy 20 lipca o godzinie 23:59, a zwycięzców ogłosimy 3,5 dnia później. Do dzieła!

Ten, w którym rozdajemy książki

Zakończył się pierwszy w historii bloga konkurs dla wróżek. Najlepszymi fusami dysponował Paweł Piwowarski, który wytypował, że podczas 1/4IM w Mrągowie do najlepszej kobiety stracę 9:32. Ostatecznie swój pierwszy triathlon ukończyłem z wynikiem 2:32:25, a najszybsza przedstawicielka płci pięknej, Olga Ziętek, miała 2:22:23. Najbliżej różnicy 10:02 był właśnie Paweł i to dla niego odegramy teraz fanfary: bum-bach-tssssss. Brawo.
Początkowo planowaliśmy z Bo zagarnąć wszystkie książki dla siebie, ale doszliśmy do wniosku, że po co nam po kilka egzemplarzy tego samego, „Dogonić Kenijczyków” od Wydawnictwa Galaktyka została więc już wysłana do Pawła.
Jednocześnie zakończyły się największe w historii polskiej biego-blogosfery rywalizacje na Endomondo. Jesteśmy naprawdę poruszeni tym, jak bardzo się w to zaangażowaliście. Uruchomiliśmy z Boshką wszystkie liczydła tego świata, zaprzęgnęliśmy do pracy najtęższe matematycznie umysły i wyszło na to, że zgromadzeni w mojej rywalizacji spalili 1 292 158 kalorii, JEDENprzecinekTRZYmilionaKALORII!

Ale 81 osób z Bo-bandy nie zasypywało gruszek w popiele. Cisnęli od pierwszego do ostatniego dnia i zebrali… 1 249 795 kalorii, o 42 363 kalorii (3,3 proc.) mniej. Jeśli usłyszeliście dziś rano jakieś ostre pierdyknięcie to wcale nie była nadchodząca burza, to kamień spadł mi z serca, bo wizja robienia sobie trzepackich fotek mocno mnie przerażała.

Dziękując rywalom za pasjonującą walkę, chcę podziękować przede wszystkim Wam. Byli wśród Was tacy, co specjalnie dla rywalizacji wrócili na łono Endomondo (love Borman), inni sprowadzali swoich krewnych i znajomych (love w/w Paweł P.), każdy dołożył to tego swoją niesamowitą cegiełkę i wyszła zabawa jakiej dawno nie było. Nie spodziewaliśmy się, że rywalizacje będą tak wyrównane, właściwie to ostatniego dnia nie można było być pewnym wygranej, a łącznie spalone ponad 2,5 mln kalorii to grubo ponad 7 tys. pączków! Fiufiu, byłoby jedzonko;)
Zgodnie z umową od teraz Bo będzie na swoim fejsie legitymować się fantastycznie trzepacką fotką. Żeby było ciekawiej, macie do wyboru kilka zdjęć, które podoba się Wam najbardziej? :)
Doceniając Wasz wkład w te rywalizacje (Wasze zaangażowanie naprawdę przerosło nasze oczekiwania) zdecydowaliśmy nagrodzić po jednej najbardziej aktywnej osobie z każdej rywalizacji. O kontakt prosimy Jacka Łącznego (68,7 tys. kalorii w miesiąc!) i Maciej Chachura (49,4 tys. kalorii). Można pisać mailem (krasus.biecdalej@gmail.com), można Fejsbukiem. Czekają na Was książki Scotta Jurka „Jedz i biegaj” od Wydawnictwa Galaktyka, które zostało historycznym pierwszym sponsorem Wielkiego Wyścigu. Ani Bo, ani ja nie znamy Jacka i Macieja, jeśli ktoś z Was ich kojarzy, podpowiedzcie im, że są poszukiwani, dzięki!
Kolejna książka będzie do wzięcia już wkrótce u Bo, bądźcie na bieżąco, bo Wielki Wyścig dopiero się zaczyna. Już wkrótce pojawią się też nowe nagrody i nowy konkurs. Tym razem stawiać będziemy nie na Wasze wysiłki sportowe, ale… no, na razie nie zdradzę, ale kreatywność będzie mile widziana.
I jeszcze ogłoszenie duszpasterskie: Najfajniejszego bloga (poza Bo i moim oczywiście) pisze Emilia, odwiedzajcie, czytajcie, pamiętajcie!;) Emilia, Ty wiesz dlaczego tak uważam :)
Aha, i jeśli ktoś nie zauważył po prawej stronie, na logo rowerowego spa, z którego z lubością korzysta Zuzka, widnieje „-10%” (sam robiłem!). Odwiedzając to miejsce wystarczy powiedzieć, że się zna Krasusa, Pimpusia lub Zuzkę i na usługi, o których jakości wspominać chyba nie muszę, dostaniecie 10 proc. rabatu.:)

Ten, w którym Zuza ma głos

Co się dzieje? Już 20 minut od startu, a w strefie zmian wciąż pusto? Gdzie mój Krasusek, gdzie wszyscy inni? O, jest, jest pierwszy! Hej, kolego, co się stało? Opóźniony start? Że wiatr porwał bojki i ruszyliście 20 minut później? Fiuuu, to się naczekam…

Są następni, kolejni i jeszcze inni. I nawet znajome twarze, o, Paweł. Kurde, przecież on dobrze nie pływa, więc zaraz powinien być i Krasus. Jesteś! 19:31? Całkiem w pytkę, ale chyba trasa była skrócona, co?;) Zygzakowałeś? A czego się spodziewałeś, przecież nawet na basenie Ci się zdarza. Ważne, żeś się nie utopił i nie zgubił okularków. 144 miejsce na 190 to w sumie zgodnie z oczekiwaniami, więc nie narzekaj.

Dość gadania, ściągaj piankę, migusiem! Garmin w zęby i ściągaj nogawki. Nogawki! Nie ręką, nogą będzie szybciej, przydepnij sobie. Człowieku, nie przysiadaj! Kask! Przecież deszcz leje, nie masz się co wycierać, daruj sobie. Zakładaj skarpetki, buty, zjedz batona i jazda. No szybciej! 3:34 w strefie zmian. Facet, ze 190 osób 153 przebrały się szybciej niż Ty. Ruszaj zadek!!!

Lecimy. Okulary parują od deszczu, żaden z nich pożytek, wrzuć do kieszeni. Najpierw kilkaset metrów bruku. Na wszystkie smary tego świata, ale trzęsie! Musisz już tutaj wyprzedzać?! Zobacz, oni jadą 15 km/h, nie musisz cisnąć 25! Uff, asfalt… Pierwszy podjazd. O, Joasia Jabłczyńska! A ktoś sobie żartował, czy damy radę ją wyprzedzić, Piotruniu, udało się:) Ciśnij, pedałuj!

Szósta osoba wyprzedzona, 6:0 dla nas! Tylko czemu Garmin nie pokazuje odległości i średniej prędkości? Cholera, zgubił GPS na końcu pływania i się nie połapał do teraz, masakra. Dobrze, że mamy czujnik kadencji i prędkości, przynajmniej wiesz jak szybko jedziemy.

Zielony Domek, tu się zatrzymaliśmy. Fantastyczne miejsce, ale warto potwierdzać rezerwację, bo może zdarzyć się tak, że przyjedziecie i nie będzie dla Was miejsca;)

Kilkusetmetrowy podjazd w okolicy cmentarza, czy Ty nie przesadzasz? 25 km/h pod górkę? To naprawdę spora górka! Zobacz, że cały czas wyprzedzasz, zajedziesz się i nie będzie siły na bieg. Już 20 osób, a to dopiero niespełna ćwierć dystansu. Dobra, dobra, już jestem cicho.

Fiufiu, pagórkowato. Ciekawe jak pójdzie, bo przecież po górkach to my nie jeździliśmy ani razu. Wysoka kadencja to chyba dobry pomysł. Wyprzedzamy. A co to, pięć osób razem? Helo, chłopaki, drafting jest zabroniony! Ziuuuu, wyprzedzony cały peleton. Zjedz coś. Zawrotka i powrót do Mrągowa. Będzie z górki. Tylko mocno się trzymaj, bo asfalt najlepszy nie jest, ponad 50 km/h, porąbało? Deszcz leje! Pimpusia ostro telepie na boki na tych dziurach, oby nie spadł!

Pimpusiem rzucało na dziurach, ale dał radę:)

Co Ty tam brzęczysz pod nosem? Śpiewasz? Happysad? Aleś sobie repertuar dobrał, by Cię dunder świsnął.

że od końców naszych stóp
po końce naszych dłoni,
do końca świata, aż po grób

Ale w sumie to… coś w tych stopach i dłoniach jest. Chyba jeszcze nigdy nie byliśmy tak bardzo jednością jak teraz. Dłonie muskają klamkomanetki, raz baranek, raz górny chwyt. Prąd pływa od stóp do rąk, przez korbę, ramę, kierownicę i dalej w kółko. Noga pracuje mocno, pełne 360 stopni obrotu to przekazywanie napędu na koła. Ach, SPD to fantastyczny wynalazek.

że od końców naszych stóp
po końce naszych dłoni,
do końca świata, aż po grób

Ale uwaga, uwaga, znów bruk! Chryryryryryste, ale trzęsie! „Zwolnij ziomuś, bo tu się ludzie wypier…” – słyszałeś co kolega kibic powiedział? No to zwolnij. O, ładnie, udało się. I teraz ciśnij! Jedna pętla za nami, niecałe 42 minuty to całkiem nieźle jak na trudność trasy. Z górki, pod górkę, drugą pętlę chcesz szybciej? Och, Ty szalony… Żel, pora na żel, jedz rozsądnie i zapijaj. Gamoniu! Jak mogłeś wyciągając żel zgubić oksy?! Dobrze, że kosztowały 40 złociszy (a niektórzy się śmiali), kupisz kolejne.

że od końców naszych stóp
po końce naszych dłoni,
do końca świata, aż po grób

I znów wyprzedzasz? To już 50 osób! Oszczędzaj siły na bieg. O, faktycznie, nas nie wyprzedził jeszcze nikt, ale jaja! Uwierzyłbyś przed startem, że tak nam będzie szło? Przecież znamy się od paru miesięcy, przejechaliśmy razem 850 km, to nawet nie jest zbudowanie bazy, a tu tak ładnie idzie. Może jakiś Tour de France za rok?;) Dajesz, dajesz, nie oszczędzaj się! 70 wyprzedzonych osób, jeszcze dwa kilometry. 77 łykniętych przeciwników, juhuuuuu!

że od końców naszych stóp
po końce naszych dłoni,
do końca świata, aż po grób

Jeszcze tylko kawałek bruku i będzie koniec, ale błagam, ostrożnie! Widziałeś tych zakrwawionych ludzi? Widziałeś pogięte ramy? Chyba nie chcesz mi zrobić krzywdy, co? No to zwolnij. O nieeeeeeeee, na ostatnim bruku wyprzedził nas jeden jedyny zawodnik… Ale przynajmniej z Bydgoszczy, można mu to wybaczyć, a 76 na plusie to świetny wynik (45 km w 1:21:49). Ze 144 miejsca po T2 wspięliśmy się na 68, KOSMOS, chłopaku!

Teraz T2, rach-ciach, zmieniaj buty. Hej, gościu, dlaczego Ty zdejmujesz skarpetkę?! Zdrętwiałe stopy rozgrzeją Ci się na biegu, nie marnuj czasu! Nie jedz, nie pij, bo kolka złapie. 2:11 w T2, 146 osób przebrało się szybciej, chłopie, ogarnij się.

Gotów? No to śmigaj, wyprzedzaj dalej, do samej mety mój Drogi, pędź!

I co ja tu teraz w tej strefie zmian sama będę siedzieć i się denerwować…? Podjadę kawałek popatrzeć. Jest, widzę. Dobrze, pierwszy kilometr powoli, żeby się nie zajechać. Potem coraz szybciej. Jasna dupa, na drugim kilometrze łapie się za brzuch, znów kolka?! Opanuj, ściśnij mięśnie, wytrzymaj. Ciśniesz, wyprzedzasz. Sprawdzaj każdemu numer, czy jest z Twojego dystansu. Trzy, pięć, siedem osób – wyprzedzasz! Łyk wody na punkcie i lecisz dalej.

Wyprzedzasz, ciśniesz. Kilometry po 4:13-4:15, wow! Ale czy to nie za szybko? Przecież to tylko kilka procent wolniej od życiówki. Ale tętno poniżej 170 to chyba dobrze, napieraj dalej. Łyk wody na punkcie, co się tak cieszysz? No fajnie jest wyprzedzać, już 20 osób, ale skup się, biegnij! Kolejne osoby, jak pięknie! Łydka podaje jak nigdy, Brooksy Pure Cadence odbijają się od nawierzchni jakby miały sprężyny w podeszwie, co za dzień! Jeszcze kilometr do mety, przyśpieszaj! 27 wyprzedzonych osób przez 45 minut, cudownie! Biegnij, biegnij, jeszcze 100 metrów!

Hej, stary, co Ty robisz? Dlaczego zwalniasz przed ostatnią prostą?! Łomatko, na 100 metrów przed metą zachciało mu się kraść całusa stojącej przy bandzie NKŚ! Romantyk się znalazł. No, ruszaj. Ostatnie metry, a ten się cieszy jak głupi, macha rękoma i przybija piątki z kibicami. Dobrze, że przewaga spora to nikt go nie wyprzedzi. 10,5 km biegu w 45:20, zasłużyłeś na buziaka! Nareszcie meta!

2:32:25 w triathlonowym debiucie, spisałeś się Misiu-Pysiu, ale poćwicz w domu przebieranie:)

Przez 2 godziny roweru i biegu się uśmiechałem,
start w Mrągowie to była czysta radość z uprawiania sportu!

Jeszcze jedna moja relacja z Mrągowa napisana dla TRI-book: kliku-kliku.